sobota, 6 lipca 2013

Rozdział Szósty

**Perspektywa Cornelii**
Minęło kilka dni od zdarzenia koło baru. Już mi jest lepiej, jednak cały czas myślałam o Zayn'ie... Może faktycznie się zmienił? Tak bardzo się ucieszył, gdy powiedziałam mu, że mam syna...
Nie, Corni, nie pozwól mu się omamić. Już dość się przez niego nacierpiałaś. Ale on mnie uratował...
Stop. Każdy inny też by to zrobił. A może powinnam dać mu jeszcze jedną szansę? Nie, nie, nie. Żadnej kolejnej szansy. A może... Kurwa. Muszę się ogarnąć. Najlepiej będzie jak porozmawiam o tym z Rose.
Wysłałam do niej SMS-a prosząc o spotkanie. Odpisała, że będzie za 15 minut w parku obok mojego mieszkania.
Ubrałam Kevina, wsunęłam na nogi buty, założyłam kurtkę i wyszłam z mieszkania. Po chwili przypomniało, że nie wzięłam kluczy. Wróciłam z powrotem do mieszkania i wzięłam klucze z komody. Usiadłam na taborecie, który zawsze stał w przedpokoju i policzyłam od 10 do 1. Taki głupi przesąd. To wszystko przez moją mamę. Zawsze mi tym zatruwała życie. Pamiętam jak kiedyś czarny kot przebiegł nam przez drogę jadąc na wakacje. Mama kazała tacie zjechać na pobocze i zaczekać aż ktoś inny przejedzie. Niby nic, ale byliśmy akurat w jakiejś małej wiosce i musieliśmy czekać 10 minut zanim ktoś przejechał.
Zamknęłam drzwi, zakluczyłam je i schowałam klucze do kieszeni mojej bluzy. Zeszłam na dół klatki schodowej i wyciągnęłam wózek małego. Włożyłam go do środka i wyszłam na dwór. Ruszyłam w stronę parku. Na pasach przeszłam przez ulicę i znalazłam się w umówionym miejscu pod cieniem jednego z drzew. Z oddali widziałam już Rosalie, siedzącą na ławce przed stawikiem. Tafla wody lekko kołysała się pod wpływem pływających w niej kaczek. Kiedyś, jak byłyśmy małe, razem z Rosalie nazywałyśmy je. Pamiętam tylko Rogowską, reszty nazw nie pamietam. Podeszłam do przyjaciółki i usiadłam na miejscu obok niej.
-Hej-przywitałam się.
-No cześć.-przytuliła mnie.-Co było tak ważnego, że wyrwałaś mnie z pod opieki Ty'a?-zaśmiała się.
-Byłaś z Ty'em? Nie chciałam, przepraszam. Chodzi mi tylko o to, że ja nie wiem co mam robić...
-Nic się nie stało. Dla ciebie przyjechałabym nawet z końca świata... A teraz opowiadaj o co chodzi.
-Chodzi o Niego...
-Niego?
-Zayn'a.
-Aaaaaa. No więc co masz zamiar zrobić?
-Nic. Po prostu nie wiem...
-Słuchaj. Daj chłopakowi drugą szansę...
-Myślisz, że to dobry pomysł?
-A dlaczego nie? W twoim życiu potrzebny jest teraz facet, który Ci pomoże. Przy okazji to przystojniacha!- Rose puściła do mnie oczko.
-Nadal jakoś mnie to nie przekonuje.-westchnęłam.
-Corn... Jeśli wam nie wyjdzie, no to szkoda. A jeśli by wam wyszło? No pomyśl. Nie żebym była materialistką, ale wiesz ile on zarabia?! Kevin by miał jak w niebie! Po za tym to pewnie fajny chłopak. Nie wiem co się między Wami działo, ale radzę Ci dać Mu szansę. Widzę, że pomimo krzywd, które ci wyrządził nadal go kochasz. Tam w środku.-wskazała na moje serce.-I ja to wiem.
-Rosalie... Jest jeszcze coś o czym nie wiesz.
-Proszę nie nazywaj mnie Rosalie, bo czuję się jakbyś była moją mamą i mówiła "Rosalie Victorio Turner, co znowu przeskrobałaś?!"-Rose zrobiła w tym czasie groźną minę i zaczęła machać wskazującym palcem. Ja, jak to ja wybuchłam głośnym śmiechem.
-No, ale teraz tak na serio. To o czym nie wiem?
-Bo wtedy w pubie...
-No...?
-Jak Dav próbował mnie zgwałcić.
-Sukinsyn-wtrąciła się Rose.
Wywróciłam oczami.
-Kontynuując, Zayn mnie uratował.
-No tak, to wiem.
-No i wtedy wymsknęło mi się o Kevin'ie. On się zapytał kto to. Powiedziałam mu. Zaczął płakać...
Rose siedziała z rozdziawioną buzią.
-Płakać? Ja bym nie płakała za takim smarkaczem.
Zaśmiałam się.
-No widzisz Rose. Najwyraźniej zasługuje na tą szansę...
-Zasługuje, a ty mu ją dasz. Czemu w ogóle zerwaliście?
-Rose, długa historia...
-Ok. Więc ja Cię tu zostawiam, abyś mogła w spokoju pomyśleć. Jak coś to dzwoń.
Rosalie przytuliła mnie na pożegnanie. Patrzyłam jak się oddala. Była coraz dalej, aż w końcu zniknęła z mojego pola widzenia.
-Co ja mam zrobić Kevin?-odparłam do swojego synka.
Westchnęłam.
Wstałam z ławki i zaczęłam pchać wózek Kevin'a w stronę naszego mieszkania.

***

Gdy wróciłam do domu nakarmiłam Kevina i położyłam spać. Zaczęłam się zastanawiać co powinnam zrobić. Posłuchać Rose i dać Zayn'owi szansę czy może dać sobie z nim spokój?
W sumie to też jego syn i zasługuje na to żeby spędzać z nim trochę czasu...
Dobra. Więc postanowione. Będzie się mógł spotykać z Kevin'em. I tyle. Nic więcej. Nie zamierzam się w nim zakochać żeby później znowu mnie skrzywdził... No, ale nie o tym tu teraz. Dam mu tą szansę. Zasługuje na nią.
Teraz tylko pytanie: Jak ja mam się z nim skontaktować? Jego numer usunęłam już dawno temu z mojego telefonu...
Wzięłam do ręki mój telefon i wystukałam numer do przyjaciółki.

*Rozmowa*
- Rose, mam problem.
- Cornelia? Coś się stało? Zaraz u Ciebie będę!
- Nie Rose, to nie... - nie zdążyłam dokończyć bo Rosali się rozłączyła.

Po dosłownie 5 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Pomyślałam, że lepiej je szybko otworze zanim Rose je wyważy. Taa po niej można by się tego spodziewać...
- Corni, wszystko w porządku? - usłyszałam głos blondynki gdy tylko otworzyłam drzwi.
- Tak, tak. Rosalie, źle mnie zrozumiałaś.
- To co to za problem?
- Chodź do salonu i Ci wszystko opowiem. - poszłyśmy do pokoju i usiadłyśmy na kanapie. - Kawy, herbaty?
- Nie, dzięki. Mów lepiej o co chodzi.
- Postanowiłam, że dam mu szansę.
- I gdzie jest problem?
- Nie mam do niego numeru. Usunęłam go dawno temu...
- Kurde. I co zamierzasz zrobić? Nie masz pomysłu skąd wziąć numer?
- Tego dnia co Dav chciał...
- Sukinsyn - wtrąciła Rose podobnie jak podczas rozmowy w parku.
- Dasz mi skończyć?! - wkurzyłam się
- Dobrze, przepraszam.
- Dziękuję. A więc tego dnia po tym jak Zayn razem z Liam'em, jego kolegą, przywieźli mnie i David'a tutaj, ja poszłam zadzwonić  do taty i gdy wróciłam, ich już nie było. Ale Zayn zostawił mi karteczkę.
- I co tam było napisane?
- W skrócie mówiąc napisał, że przeprasza za wszystko, nie wiedział, że ma syna i chciałby drugą szansę. W każdym razie, Zayn wiedział, że po tamtym zdarzeniu, gdy się rozstaliśmy, zmieniłam numer więc myślałam, że może zostawił tam numer, ale nie przypominam sobie żeby był tam jakiś numer...
- A nie lepiej sprawdzić?
- Tylko, że jest pewien problem... Nie mam pojęcia co ja zrobiłam z tą kartką.
- Spokojnie. Przypomnij sobie co zrobiłaś po wróceniu do salonu, po rozmowie z tatą.
- A więc gdy zobaczyłam kartkę zaczęłam czytać jej treść. Pomyślałam sobie, że dupek z niego bo napisał, że jakby wiedział o Kevin'ie to by pomógł...
- No nie ważne, co dalej? - niecierpliwiła się Rose
- Zgniotłam ją i.. i...
- I co? - krzyknęła
- Cicho bądź bo obudzisz małego. - uciszyłam ją
- No dobra, przepraszam. Co zrobiłaś później? Spokojnie, przypomnij sobie.
- Zgniotłam ją i... i... Wiem! Wyrzuciłam do śmieci.
 Rose nie czekając na nic pobiegła do kuchni. Przechyliła śmietnik w swoją stronę i zajrzała wgłąb.
- Gdzie są śmieci? - spytała widząc prawie pusty kosz.
- Wyniosłam do śmietnika na osiedlu.
- Kiedy przyjeżdża śmieciarka?
- W poniedziałki i czwartki.
- Co dzisiaj jest?
- Emm - spojrzałam na kalendarz - wtorek.
- Kurwa - podsumowała. - Zayn przecież nie jest głupi. Skoro wiedział, że zmieniłaś numer, jak i pewnie usunęłaś, to pewnie napisał na kartce.
Spojrzałam na kosz, który stał już na swoim miejscu. Wtedy coś zauważyłam. Podniosłam kosz i podałam go Rosalie.
- Mam! - krzyknęłam podnosząc małą kuleczkę, czyli zgniecioną kartkę.
Rozwinęłam ją szybko i położyłam na blacie.
- Nic nie ma - powiedziała zrozpaczona Rose. Podniosła kartkę z powierzchni blatu i wlepiła w to wzrok.
Popatrzyłam na nią załamana. Czyli jednak nie ma numeru - pomyślałam. Spojrzałam na tył kartki. Otworzyłam szeroko oczy nie dowierzając.
- Rose, jesteś geniuszem! - rzuciłam się na nią tuląc.
- Ale co ja zrobiłam? - spytała zdziwiona
 Wzięłam od niej kartkę i odwróciłam. Widniał tam ciąg cyfr.
- Haha zawsze Ci mówiłam, że jestem geniuszem. - poruszyła zabawnie brwiami. - Dobra ja już Cię muszę zostawić bo jestem umówiona z Ty'em na randkę za pół godziny.
- Ok. Dzięki za pomoc sis.
- Nie ma sprawy. Aha i nie mów do mnie "ok"!
- Dobrze, przepraszam.
- To ja lecę. Pa.
- Pa Rose.
 Gdy Rose wyszła, wzięłam do ręki i zaczęłam się w nią wpatrywać. Teraz po głowie chodziło mi tylko jedno pytanie. "Zadzwonić czy nie".

*********************************************************************************
Hej kochani. Witamy Was nowym rozdziałem. Trochę dłuższy niż zazwyczaj, a to wszystko za sprawą niesamowitej weny Alice ;)
Co do rozdziału to mam nadzieję, że Wam się spodoba i oddacie swoją opinię, na jego temat, w komentarzu.
Ahh Wakacje. Jakoś ich w tym roku nie czuję :( Nuudnoo jest...
Co do kolejnego rozdziału to może pojawić się nie za szybko, ponieważ Tori wyjeżdża w niedziele lub w poniedziałek. Jeśli w poniedziałek to może uda nam się jeszcze dodać, jak się postaramy. Ale jeśli jutro to blada dupa bo będzie się musiała spakować itd. Zresztą sami wiecie jak to jest z wyjazdami...
W każdym razie wraca pod koniec lipca, a nie wiem czy będzie tam miała internet. Ale w sumie to skoro wyjeżdża na wakacje to raczej, że nie będzie zamulać na kompie pisząc rozdział...
No nic... Zobaczymy jak to będzie...
Soo miłych wakacji i słońca ;) Do zobaczenia za jakiś czas ;** /A & T

1 komentarz:

  1. Troszkę się zapuściłam w czytaniem waszego bloga, ale miałam chociaż sporo do czytania. ;P
    Fajnie by było gdybyście pisały dalej, bo jest ciekawie. :)) A więc życzę wam ,żeby udało się dalej prowadzić bloga. ;***

    OdpowiedzUsuń