czwartek, 25 lipca 2013
Rozdział Ósmy
**Perspektywa Cornelii**
... nagle drzwi łazienki otworzyły się, a przez nie weszła Rosalie. Spojrzała na mnie, a następnie na żyletkę i z powrotem na mnie.
- Cornelia, nie rób tego. Odłóż żyletkę. Sama wiesz, że nie chcesz tego zrobić.
- Rose, ja już nie mam siły... - rozpłakałam się
- Corn, proszę Cię, odłóż to. To Ci wcale nie pomoże. Będzie tylko gorzej.
- Skąd ty to możesz wiedzieć?
- Stąd... - zaczęła - że sama się kiedyś cięłam... To była najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłam. Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak tego żałuję.
- Dlaczego żałujesz?- zapytałam z zaciekawieniem.
- Bo to - podwinęła rękaw kurtki i odwróciła rękę nadgarstkiem do góry. Odsunęła bransoletki na bok i moim oczom ukazały się blizny. - zostaje na zawsze i przypomina mi o tym, jak głupia byłam.
- Ja... ja nie wiedziałam... - spuściłam głowę na żyletkę. - Dlaczego nigdy mi o tym nie mówiłaś?
- Nie lubię mówić o swoich błędach. Zwłaszcza tak głupich, jak to. - usiadła obok mnie. - chusteczkę? - spytała wyciągając przede mnie całe pudełko.
Może miała rację? Kurwa. Co ja pieprze? Oczywiście, że miała rację! Jak mogłam o tym w ogóle pomyśleć? Ja pierdole. Ale ja jestem głupia. Kurwa.
Rzuciłam tą pieprzoną żyletką w lustro. Odbiła się od niego, lekko rysując po nim ostrzem, po czym z brzękiem wpadła do zlewu.
- Pamiętaj, że nie ważne jak życie jest ciężkie, nie wolno się załamywać, bo to Cię jeszcze bardziej przytłoczy. Zamiast szukać w nim złych rzeczy szukaj tych dobrych.
- Rose?
- Słucham?
- Dziękuję. Jesteś najlepszą osobą jaką kiedykolwiek poznałam i dziękuję Bogu, że mnie obdarował tak zajebistą przyjaciółką. Kocham Cię i nie zamieniłabym Ci nawet na... wszystkie skarby świata.
- Też Ci kocham siostro. - przytuliłyśmy się
- Zostaniesz na noc? Nie chcę być sama...
- Dla Ciebie wszystko, kicia.
Przytuliłyśmy się po czym wróciłyśmy do pokoju. Położyłam się na swoim miejscu, a Rosalie zaraz obok mnie. Nie wiadomo kiedy odpłynęłyśmy w błogą krainę snu.
***
Rano gdy tylko się obudziłam spojrzałam na miejsce obok. Było puste. "No jasne. Rose pewnie wróciła do Ty'a " - pomyślałam. Wstałam z łóżka i podeszłam do łóżeczka Kevin'a. Nadal spał ssąc swojego małego paluszka. Przykryłam go dokładniej kołderką i poszłam w stronę łazienki. Umyłam zęby, rozczesałam włosy i poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Ku mojemu zdziwieniu, zastałam tam swoją przyjaciółkę. Zawzięcie robiła coś przy blacie kuchennym.
- Co ty robisz? - spytałam ze śmiechem.
Rose trzymała w ręku jajko.
- Próbuję wbić jajka na jajecznicę? Nie śmiej się!-krzyknęła, ale i tak wybuchła śmiechem zaraz po mnie.
- Ale dlaczego tak się z tym cackasz?
- No żeby skorupki tam nie wleciały? Kobieto, to skomplikowane!
- Pokaż to - powiedziałam i podeszłam bliżej. Wzięłam jedno z jajek do ręki i stuknęłam o brzeg patelni. Zgrabnie wbiłam jajko i wrzuciłam skorupki do śmietnika.
- Jak ty to zrobiłaś? - spytała zdziwiona - Wiesz ile ja się przy tym męczyłam? A ty tak po prostu tu przychodzisz i z łatwością to robisz... - powiedziała zrezygnowana- Murzyńska magia.-westchnęła, a ja się zaśmiałam.
- Lata praktyki, kochana. Jak byłam mała, często z mamą piekłam ciasta więc już jestem doświadczona w tym.
- No widzisz, ja nigdy nie miałam okazji... - odpowiedziała smutna.
- Rose, co się stało? Nigdy mi nie opowiadałaś o swojej rodzinie ani o swojej przeszłości. Dlaczego?
- Dlatego, że to nie było nic ciekawego. Twoje życie było ciekawe, pełne wrażeń. A moje? Nudne i ponure. Nie opowiadałam bo najzwyczajniej w świecie nie jest to dla mnie miły temat...
- Rozumiem, tylko wiesz... Jedno mnie boli. Ty wiesz o mnie wszystko. Związek z Zayn'em i fakt, że mamy razem dziecko też nie był zbytnio miły temat, a mimo to, opowiedziałam Ci o tym.
- Bo ty jesteś bardziej otwarta. Ja nie lubię mówić o takich rzeczach, nie umiem... Nie potrafię mówić o swojej przeszłości, o uczuciach.
- Pamiętaj, że jestem Twoją przyjaciółką i nie ważne co by się stało, nie opuszczę Cię nigdy.
- Dziękuję - przytuliła mnie - Ale wiesz co? Masz rację. Ty mi mówisz o wszystkim, a ja Tobie prawie o niczym. Tak nie powinna się zachowywać przyjaciółka... - spuściła głowę.
- Nie przejmuj się, nie muszę przecież wiedzieć o wszystkim. Zjedzmy śniadanie. - włączyłam kuchenkę i postawiłam tam patelnie. Wyciągnęłam z szuflady drewnianą 'łyżkę' i przemieszałam kilka razy.
- Wyciągnij dwa talerze jeśli możesz - zwróciłam się do Rose
- Już wyciągam - podeszła do szafki i wyciągnęła naczynia. Już mi je podawała gdy nagle jeden z nich wyśliznął mi się z ręki i rozbił się o podłogę. Chwilę później dało się słyszeć płacz malucha.
- Przepraszam. Jestem do niczego - powiedziała smutna
- Nic się nie stało. To była moja wina, nie przytrzymałam go dobrze. Nie martw się, posprzątam to. Tylko jakbyś mogła, poszłabyś uspokoić małego?
- Jasne, już idę. - powiedziała po czym odeszła do drugiego pokoju. Zdjęłam patelnie z ognia i wyłączyłam kuchenkę. Położyłam patelnie na podkładce i sięgnęłam po drugi talerz, przechodząc pomiędzy kawałkami szkła. Wróciłam do blatu i nałożyłam po trochu jajecznicy na talerze. Wstawiłam patelnie do zlewu przy okazji wyciągając z szafki pod nim szufelkę i zmiotkę. Posprzątałam odłamki i wyrzuciłam do śmietnika. Odłożyłam wcześniej wzięte rzeczy i razem z dwoma talerzami poszłam do salonu. Rose już tam siedziała trzymając Kevin'a na kolanach. Ma do tego smykałkę. Powinna być opiekunką. To by mogło nawet wyjść zwłaszcza, że ostatnio szukała pracy. Usiadłam obok stawiając jeden z talerzy przed nią a drugi przede mną.
- Chciałaś żebym Ci opowiedziała o mojej rodzinie, więc to zrobię.
- Rose, nie musisz...
- Ale chcę - przerwała mi - Moi rodzice zawsze byli zajęci. Tylko praca, praca, praca. W ogóle nie mieli dla mnie czasu. W domu zostawałam z opiekunką. To ona się mną wiecznie zajmowała. W szkole zawsze się dobrze uczyłam. Dla nich nawet 4 była już złą oceną. Nie interesowali się mną, ale jeśli chodziło o szkołę byli bardzo surowi. Internetowy dziennik wcale nie ułatwiał sprawy. Pamiętam jak kiedyś dostałam 4 za referat z historii, strasznie się wkurzyli...
*flashback*
- Rosalie, kochanie, mogłabyś przyjść na chwilę? - spytała surowym tonem mama
- Już idę - odpowiedziałam i zeszłam na dół do biura taty.
- Możesz mi powiedzieć co to znaczy? - spytał tata głosem, który mógłby zabić.
Spojrzałam w ekran. Widniała tam 4 z ostatniego referatu o krzyżakach.
- Ale tato, to tylko 4...
- Tylko 4? Czy ty sobie ze mnie żartujesz? To aż 4. Zaczyna się od tego, później 3, 2 i zanim się obejrzę będziesz miała same 1! - krzyknął
- Ale tato, jedna 4 to nic takiego. Poprawię to i po sprawie.
- Rosalie! Czy ty nic nie rozumiesz?! To nie będzie po sprawie! To Ci obniża średnie. Przez to możesz się nie dostać na swoje wymarzone studia!
- Moje wymarzone studia? To ty zawsze chciałeś żebym się tam uczyła! 'Tradycja rodzinna'. Nie obchodzi mnie ta tradycja. Chciałabym być normalną nastolatką! Przez Was w ogóle nie mam przyjaciół! Została mi tylko Juliet. A i tak ona zaraz odejdzie bo przez naukę nie mam czasu się z nią spotykać. Rozumiem, że nauka jest ważna, ale bez przesady!
- Rosalie Victorio Turner! Nie waż się tak zwracać do swojego ojca!
- Pff mam to w dupie. Mam już tego dosyć! Dlatego wiecie co? Wyprowadzam się. Wyjeżdżam stąd.
- I chcesz to wszystko zostawić? A co z Twoją wielką przyjaciółką Juliet?
- Przez Was już dawno ją straciłam... - rozpłakałam się i pobiegłam na górę.
*Koniec flashback*
- Zamknęłam drzwi od swojego pokoju na klucz i poszłam do łazienki. Wyciągnęłam żyletkę i się pocięłam. Mimo bólu robiłam to dalej, aż ból zamienił się w rozkosz. Mimo, że w końcu się nie wyprowadziłam, cięłam się dalej. To mi w pewien sposób pomagało, póki nie zamieniło się to w nałóg. Rodzice nawet nie zauważyli blizn, żadnych ran, więc tym bardziej nie mieli jak mi pomóc. Zwalczyłam go jednak sama. Całkowicie sama. Jednak nadal miewałam chęci pocięcia się. Tak po prostu, żeby zapomnieć. Od tamtego czasu moje życie całkowicie się zmieniło. Zrozumiałam, że przez cały czas byłam na uwięzi. Rodzice jakby mną sterowali, nie miałam nad sobą władzy. Nie pozwalali mi na nic. Ciągle chcieli, żebym była ich wymarzoną córeczką. W spódnicy w kratkę i w białej koszuli, siedząca przy książkach. Kiedy ja wolałam ubrać bojówki i latać z kolegami po płotach. Miałam tego dość! Wkurzali się za najmniejsze przewinięcie. Zaczęłam ostro imprezować, pić. Aż w końcu zupełnie nie mogłam wytrzymać presji, którą wywierali na mnie rodzice. Wyprowadziłam się. Wzięłam ich pieniądze i się wyprowadziłam. Kupiłam sobie tu mieszkanie. Po jakimś czasie rodzice zrozumieli mnie i postanowili mi pomóc. Co miesiąc przesyłają mi pieniądze, aby pomóc mi w utrzymaniu. No i to chyba tyle.
- Rose, boże, ja w ogóle nie wiedziałam o tym. Byłam taką egoistką. Myślałam, że to ja mam koszmarne życie, ale teraz wiem, że się myliłam. Po tym co przeszłaś to ja Ci na prawdę współczuję.
- Nie nie ważne. Cieszę się tylko, że trafiłam na taką przyjaciółkę jak ty. Dziękuję.
- Ja tobie też dziękuję. - znów się przytuliłyśmy
- No ale teraz mów co w końcu zrobiłaś. Zadzwoniłaś do 'pana Z'?
- Tak, zadzwoniłam.
- I co?
- Umówiłam się z nim na spotkanie i...
- Ta, spotkanie. Chyba raczej randkę. - przerwała mi
- To tylko spotkanie. Będziemy omawiać sprawy związane z Kevin'em. Kiedy będzie mógł go widywać itd.
- Na którą się umówiliście?
- Na 13
- Ohh to ja już lepiej znikam bo jeszcze musisz się przecież przygotować - mrugnęła do mnie.
- Tylko jeszcze jedna prośba.
- O co chodzi mała?
- Mała? Jestem młodsza o miesiąc, a ty mówisz na mnie mała? Zwłaszcza, że przecież jestem wyższa od Ciebie! - powiedziałam z wyrzutem
- Ojj przepraszam, młoda - mrugnęła jednym okiem jak poprzednio.
- Ugh jesteś okropna.
- Ale mnie kochasz.
- Chciałoby się.
- Dobra, nie ważne. Jaką masz do mnie prośbę?
- Mogłabyś zabrać ze sobą Kevin'a? Wzięłabym go, ale chciałam się później jeszcze wybrać na zakupy.
- Oczywiście. Dla Ciebie wszystko siostro.
Ubrałam mojego synka i zaczęłam wkładać do torby rzeczy niezbędne do opieki nad małym.
- Proszę. Tu masz wszystkie potrzebne rzeczy. Jakby coś się działo dzwoń. - powiedziałam dając jej torbę.
- Spokojnie, nie raz już z nim zostawałam. - uspokajała mnie grzebiąc w torbie - Po co tampony?
- Ojć, to moje. - zaprałam jej pudełeczko. - Masz racje. Zostawałaś. Ale tutaj, u mnie. Gdzie wszystko miałaś na miejscu. A jeśli czegoś nie spakowałam? - szybko przeleciałam w myślach listę rzeczy, które się przydadzą Rose.- Mam nadzieję, że wszystko jest.
- No cóż to do zobaczenia.
- Pa. Wpadnę po niego jakoś wieczorem, ok?
- Dobrze.
- Pa Kevin - dałam mu całusa w mięciutki policzek po czym Rose wyszła. Zamknęłam za nimi drzwi i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Zdjęłam piżamę i weszłam do kabiny prysznicowej. Przekręciłam korek i zaczęła lecieć woda. Najpierw umyłam włosy, a później ciało. Gdy byłam już świeża i pachnąca wyszłam na dywanik i otuliłam się ręcznikiem. Sięgnęłam do szafki po drugi, mały ręcznik i zawinęłam w niego moje blond włosy. W samym ręczniku poszłam do pokoju po ubrania. Założyłam bieliznę i zaczęłam się zastanawiać co założyć. W końcu zdecydowałam się założyć TO. Wróciłam do łazienki i wytarłam włosy ręcznikiem. Rozczesałam je ponownie, bo podczas mycia znów się poplątały, i włączyła suszarkę aby je wysuszyć. Spojrzałam na zegarek. 12.27. Coraz mniej czasu. Ułożyłam grzywkę i poszłam do kuchni. Co prawda od śniadania minęło już trochę czasu, ale nie byłam jakoś specjalnie głodna. Nie wiedziałam jednak kiedy będę miała okazję znowu coś zjeść więc zrobiłam sobie na szybko kanapkę i nalałam wody do szklanki.
Gdy myłam talerz, usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! - krzyknęłam.
- No cześć - chwilę później do kuchni przyszedł Zayn.
- Hej, hej. Poczekasz chwilę? Tylko pozmywam i możemy iść. A właśnie. Gdzie idziemy?
- Mam pewien pomysł, ale na razie zostanie to niespodzianką - puścił do mnie oczko.
- No dobra, nich Ci będzie. Mimo, że jestem bardzo ciekawa to odpuszczę zadawania pytań.
- Ohh no proszę! Jakaś zmiana. Nigdy nie odpuszczałaś.
- No widzisz, czasy się zmieniają.
- Ludzie się zmieniają. - spojrzał na mnie wymownie. Dobrze wiedziałam o co mu chodzi, dlatego odwróciłam wzrok. 'On się zmienił itd.'. Ehh nadal nie wiem co do końca powinnam zrobić? Może jakaś podpowiedź? Nie pogardziłabym...
- Ok. Skończyłam. Możemy iść. - powiedziałam wycierając mokre ręce w szmatkę. Skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych, sięgnęłam jeszcze po klucze i wyszliśmy z mieszkania.
*********************************************************************************
Dooobraaa! Witajcie kochani ;**
Jak Wam mijają wakacje? U nas trochę nudno, ale przynajmniej jesteśmy w tym razem ;D
Tori już wróciła, więc następny rozdział może pojawi się trochę szybciej ;) No ale pamiętajcie, że wakacje nie są po to aby siedzieć w domu. Dlatego po południu idziemy na shopping ^^
Haha wczoraj byłyśmy na plaży a obok nas 4 trochę starszych chłopców. Mój wujek powiedział, że powinni założyć zespół, a on nawet zna dla niego nazwę. 'Different Direction'. Kocham mojego wujka xD Tylko, że ich było 4... Ale to tam szczegół bo obok nas był też jeszcze jeden ładny chłopak ^^
No nic, bo się rozpisałam, choć i tak pewnie nikt tego nie czyta xD
W każdym razie czekamy na komentarze. Miłych i wesołych wakacji!!
P.S. Ahhh zapomniałabym. Obejrzyjcie sobie to ---> http://besty.pl/2502041
To do następnego! ;** /A & T
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz