czwartek, 25 lipca 2013
Rozdział Ósmy
**Perspektywa Cornelii**
... nagle drzwi łazienki otworzyły się, a przez nie weszła Rosalie. Spojrzała na mnie, a następnie na żyletkę i z powrotem na mnie.
- Cornelia, nie rób tego. Odłóż żyletkę. Sama wiesz, że nie chcesz tego zrobić.
- Rose, ja już nie mam siły... - rozpłakałam się
- Corn, proszę Cię, odłóż to. To Ci wcale nie pomoże. Będzie tylko gorzej.
- Skąd ty to możesz wiedzieć?
- Stąd... - zaczęła - że sama się kiedyś cięłam... To była najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłam. Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak tego żałuję.
- Dlaczego żałujesz?- zapytałam z zaciekawieniem.
- Bo to - podwinęła rękaw kurtki i odwróciła rękę nadgarstkiem do góry. Odsunęła bransoletki na bok i moim oczom ukazały się blizny. - zostaje na zawsze i przypomina mi o tym, jak głupia byłam.
- Ja... ja nie wiedziałam... - spuściłam głowę na żyletkę. - Dlaczego nigdy mi o tym nie mówiłaś?
- Nie lubię mówić o swoich błędach. Zwłaszcza tak głupich, jak to. - usiadła obok mnie. - chusteczkę? - spytała wyciągając przede mnie całe pudełko.
Może miała rację? Kurwa. Co ja pieprze? Oczywiście, że miała rację! Jak mogłam o tym w ogóle pomyśleć? Ja pierdole. Ale ja jestem głupia. Kurwa.
Rzuciłam tą pieprzoną żyletką w lustro. Odbiła się od niego, lekko rysując po nim ostrzem, po czym z brzękiem wpadła do zlewu.
- Pamiętaj, że nie ważne jak życie jest ciężkie, nie wolno się załamywać, bo to Cię jeszcze bardziej przytłoczy. Zamiast szukać w nim złych rzeczy szukaj tych dobrych.
- Rose?
- Słucham?
- Dziękuję. Jesteś najlepszą osobą jaką kiedykolwiek poznałam i dziękuję Bogu, że mnie obdarował tak zajebistą przyjaciółką. Kocham Cię i nie zamieniłabym Ci nawet na... wszystkie skarby świata.
- Też Ci kocham siostro. - przytuliłyśmy się
- Zostaniesz na noc? Nie chcę być sama...
- Dla Ciebie wszystko, kicia.
Przytuliłyśmy się po czym wróciłyśmy do pokoju. Położyłam się na swoim miejscu, a Rosalie zaraz obok mnie. Nie wiadomo kiedy odpłynęłyśmy w błogą krainę snu.
***
Rano gdy tylko się obudziłam spojrzałam na miejsce obok. Było puste. "No jasne. Rose pewnie wróciła do Ty'a " - pomyślałam. Wstałam z łóżka i podeszłam do łóżeczka Kevin'a. Nadal spał ssąc swojego małego paluszka. Przykryłam go dokładniej kołderką i poszłam w stronę łazienki. Umyłam zęby, rozczesałam włosy i poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Ku mojemu zdziwieniu, zastałam tam swoją przyjaciółkę. Zawzięcie robiła coś przy blacie kuchennym.
- Co ty robisz? - spytałam ze śmiechem.
Rose trzymała w ręku jajko.
- Próbuję wbić jajka na jajecznicę? Nie śmiej się!-krzyknęła, ale i tak wybuchła śmiechem zaraz po mnie.
- Ale dlaczego tak się z tym cackasz?
- No żeby skorupki tam nie wleciały? Kobieto, to skomplikowane!
- Pokaż to - powiedziałam i podeszłam bliżej. Wzięłam jedno z jajek do ręki i stuknęłam o brzeg patelni. Zgrabnie wbiłam jajko i wrzuciłam skorupki do śmietnika.
- Jak ty to zrobiłaś? - spytała zdziwiona - Wiesz ile ja się przy tym męczyłam? A ty tak po prostu tu przychodzisz i z łatwością to robisz... - powiedziała zrezygnowana- Murzyńska magia.-westchnęła, a ja się zaśmiałam.
- Lata praktyki, kochana. Jak byłam mała, często z mamą piekłam ciasta więc już jestem doświadczona w tym.
- No widzisz, ja nigdy nie miałam okazji... - odpowiedziała smutna.
- Rose, co się stało? Nigdy mi nie opowiadałaś o swojej rodzinie ani o swojej przeszłości. Dlaczego?
- Dlatego, że to nie było nic ciekawego. Twoje życie było ciekawe, pełne wrażeń. A moje? Nudne i ponure. Nie opowiadałam bo najzwyczajniej w świecie nie jest to dla mnie miły temat...
- Rozumiem, tylko wiesz... Jedno mnie boli. Ty wiesz o mnie wszystko. Związek z Zayn'em i fakt, że mamy razem dziecko też nie był zbytnio miły temat, a mimo to, opowiedziałam Ci o tym.
- Bo ty jesteś bardziej otwarta. Ja nie lubię mówić o takich rzeczach, nie umiem... Nie potrafię mówić o swojej przeszłości, o uczuciach.
- Pamiętaj, że jestem Twoją przyjaciółką i nie ważne co by się stało, nie opuszczę Cię nigdy.
- Dziękuję - przytuliła mnie - Ale wiesz co? Masz rację. Ty mi mówisz o wszystkim, a ja Tobie prawie o niczym. Tak nie powinna się zachowywać przyjaciółka... - spuściła głowę.
- Nie przejmuj się, nie muszę przecież wiedzieć o wszystkim. Zjedzmy śniadanie. - włączyłam kuchenkę i postawiłam tam patelnie. Wyciągnęłam z szuflady drewnianą 'łyżkę' i przemieszałam kilka razy.
- Wyciągnij dwa talerze jeśli możesz - zwróciłam się do Rose
- Już wyciągam - podeszła do szafki i wyciągnęła naczynia. Już mi je podawała gdy nagle jeden z nich wyśliznął mi się z ręki i rozbił się o podłogę. Chwilę później dało się słyszeć płacz malucha.
- Przepraszam. Jestem do niczego - powiedziała smutna
- Nic się nie stało. To była moja wina, nie przytrzymałam go dobrze. Nie martw się, posprzątam to. Tylko jakbyś mogła, poszłabyś uspokoić małego?
- Jasne, już idę. - powiedziała po czym odeszła do drugiego pokoju. Zdjęłam patelnie z ognia i wyłączyłam kuchenkę. Położyłam patelnie na podkładce i sięgnęłam po drugi talerz, przechodząc pomiędzy kawałkami szkła. Wróciłam do blatu i nałożyłam po trochu jajecznicy na talerze. Wstawiłam patelnie do zlewu przy okazji wyciągając z szafki pod nim szufelkę i zmiotkę. Posprzątałam odłamki i wyrzuciłam do śmietnika. Odłożyłam wcześniej wzięte rzeczy i razem z dwoma talerzami poszłam do salonu. Rose już tam siedziała trzymając Kevin'a na kolanach. Ma do tego smykałkę. Powinna być opiekunką. To by mogło nawet wyjść zwłaszcza, że ostatnio szukała pracy. Usiadłam obok stawiając jeden z talerzy przed nią a drugi przede mną.
- Chciałaś żebym Ci opowiedziała o mojej rodzinie, więc to zrobię.
- Rose, nie musisz...
- Ale chcę - przerwała mi - Moi rodzice zawsze byli zajęci. Tylko praca, praca, praca. W ogóle nie mieli dla mnie czasu. W domu zostawałam z opiekunką. To ona się mną wiecznie zajmowała. W szkole zawsze się dobrze uczyłam. Dla nich nawet 4 była już złą oceną. Nie interesowali się mną, ale jeśli chodziło o szkołę byli bardzo surowi. Internetowy dziennik wcale nie ułatwiał sprawy. Pamiętam jak kiedyś dostałam 4 za referat z historii, strasznie się wkurzyli...
*flashback*
- Rosalie, kochanie, mogłabyś przyjść na chwilę? - spytała surowym tonem mama
- Już idę - odpowiedziałam i zeszłam na dół do biura taty.
- Możesz mi powiedzieć co to znaczy? - spytał tata głosem, który mógłby zabić.
Spojrzałam w ekran. Widniała tam 4 z ostatniego referatu o krzyżakach.
- Ale tato, to tylko 4...
- Tylko 4? Czy ty sobie ze mnie żartujesz? To aż 4. Zaczyna się od tego, później 3, 2 i zanim się obejrzę będziesz miała same 1! - krzyknął
- Ale tato, jedna 4 to nic takiego. Poprawię to i po sprawie.
- Rosalie! Czy ty nic nie rozumiesz?! To nie będzie po sprawie! To Ci obniża średnie. Przez to możesz się nie dostać na swoje wymarzone studia!
- Moje wymarzone studia? To ty zawsze chciałeś żebym się tam uczyła! 'Tradycja rodzinna'. Nie obchodzi mnie ta tradycja. Chciałabym być normalną nastolatką! Przez Was w ogóle nie mam przyjaciół! Została mi tylko Juliet. A i tak ona zaraz odejdzie bo przez naukę nie mam czasu się z nią spotykać. Rozumiem, że nauka jest ważna, ale bez przesady!
- Rosalie Victorio Turner! Nie waż się tak zwracać do swojego ojca!
- Pff mam to w dupie. Mam już tego dosyć! Dlatego wiecie co? Wyprowadzam się. Wyjeżdżam stąd.
- I chcesz to wszystko zostawić? A co z Twoją wielką przyjaciółką Juliet?
- Przez Was już dawno ją straciłam... - rozpłakałam się i pobiegłam na górę.
*Koniec flashback*
- Zamknęłam drzwi od swojego pokoju na klucz i poszłam do łazienki. Wyciągnęłam żyletkę i się pocięłam. Mimo bólu robiłam to dalej, aż ból zamienił się w rozkosz. Mimo, że w końcu się nie wyprowadziłam, cięłam się dalej. To mi w pewien sposób pomagało, póki nie zamieniło się to w nałóg. Rodzice nawet nie zauważyli blizn, żadnych ran, więc tym bardziej nie mieli jak mi pomóc. Zwalczyłam go jednak sama. Całkowicie sama. Jednak nadal miewałam chęci pocięcia się. Tak po prostu, żeby zapomnieć. Od tamtego czasu moje życie całkowicie się zmieniło. Zrozumiałam, że przez cały czas byłam na uwięzi. Rodzice jakby mną sterowali, nie miałam nad sobą władzy. Nie pozwalali mi na nic. Ciągle chcieli, żebym była ich wymarzoną córeczką. W spódnicy w kratkę i w białej koszuli, siedząca przy książkach. Kiedy ja wolałam ubrać bojówki i latać z kolegami po płotach. Miałam tego dość! Wkurzali się za najmniejsze przewinięcie. Zaczęłam ostro imprezować, pić. Aż w końcu zupełnie nie mogłam wytrzymać presji, którą wywierali na mnie rodzice. Wyprowadziłam się. Wzięłam ich pieniądze i się wyprowadziłam. Kupiłam sobie tu mieszkanie. Po jakimś czasie rodzice zrozumieli mnie i postanowili mi pomóc. Co miesiąc przesyłają mi pieniądze, aby pomóc mi w utrzymaniu. No i to chyba tyle.
- Rose, boże, ja w ogóle nie wiedziałam o tym. Byłam taką egoistką. Myślałam, że to ja mam koszmarne życie, ale teraz wiem, że się myliłam. Po tym co przeszłaś to ja Ci na prawdę współczuję.
- Nie nie ważne. Cieszę się tylko, że trafiłam na taką przyjaciółkę jak ty. Dziękuję.
- Ja tobie też dziękuję. - znów się przytuliłyśmy
- No ale teraz mów co w końcu zrobiłaś. Zadzwoniłaś do 'pana Z'?
- Tak, zadzwoniłam.
- I co?
- Umówiłam się z nim na spotkanie i...
- Ta, spotkanie. Chyba raczej randkę. - przerwała mi
- To tylko spotkanie. Będziemy omawiać sprawy związane z Kevin'em. Kiedy będzie mógł go widywać itd.
- Na którą się umówiliście?
- Na 13
- Ohh to ja już lepiej znikam bo jeszcze musisz się przecież przygotować - mrugnęła do mnie.
- Tylko jeszcze jedna prośba.
- O co chodzi mała?
- Mała? Jestem młodsza o miesiąc, a ty mówisz na mnie mała? Zwłaszcza, że przecież jestem wyższa od Ciebie! - powiedziałam z wyrzutem
- Ojj przepraszam, młoda - mrugnęła jednym okiem jak poprzednio.
- Ugh jesteś okropna.
- Ale mnie kochasz.
- Chciałoby się.
- Dobra, nie ważne. Jaką masz do mnie prośbę?
- Mogłabyś zabrać ze sobą Kevin'a? Wzięłabym go, ale chciałam się później jeszcze wybrać na zakupy.
- Oczywiście. Dla Ciebie wszystko siostro.
Ubrałam mojego synka i zaczęłam wkładać do torby rzeczy niezbędne do opieki nad małym.
- Proszę. Tu masz wszystkie potrzebne rzeczy. Jakby coś się działo dzwoń. - powiedziałam dając jej torbę.
- Spokojnie, nie raz już z nim zostawałam. - uspokajała mnie grzebiąc w torbie - Po co tampony?
- Ojć, to moje. - zaprałam jej pudełeczko. - Masz racje. Zostawałaś. Ale tutaj, u mnie. Gdzie wszystko miałaś na miejscu. A jeśli czegoś nie spakowałam? - szybko przeleciałam w myślach listę rzeczy, które się przydadzą Rose.- Mam nadzieję, że wszystko jest.
- No cóż to do zobaczenia.
- Pa. Wpadnę po niego jakoś wieczorem, ok?
- Dobrze.
- Pa Kevin - dałam mu całusa w mięciutki policzek po czym Rose wyszła. Zamknęłam za nimi drzwi i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Zdjęłam piżamę i weszłam do kabiny prysznicowej. Przekręciłam korek i zaczęła lecieć woda. Najpierw umyłam włosy, a później ciało. Gdy byłam już świeża i pachnąca wyszłam na dywanik i otuliłam się ręcznikiem. Sięgnęłam do szafki po drugi, mały ręcznik i zawinęłam w niego moje blond włosy. W samym ręczniku poszłam do pokoju po ubrania. Założyłam bieliznę i zaczęłam się zastanawiać co założyć. W końcu zdecydowałam się założyć TO. Wróciłam do łazienki i wytarłam włosy ręcznikiem. Rozczesałam je ponownie, bo podczas mycia znów się poplątały, i włączyła suszarkę aby je wysuszyć. Spojrzałam na zegarek. 12.27. Coraz mniej czasu. Ułożyłam grzywkę i poszłam do kuchni. Co prawda od śniadania minęło już trochę czasu, ale nie byłam jakoś specjalnie głodna. Nie wiedziałam jednak kiedy będę miała okazję znowu coś zjeść więc zrobiłam sobie na szybko kanapkę i nalałam wody do szklanki.
Gdy myłam talerz, usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! - krzyknęłam.
- No cześć - chwilę później do kuchni przyszedł Zayn.
- Hej, hej. Poczekasz chwilę? Tylko pozmywam i możemy iść. A właśnie. Gdzie idziemy?
- Mam pewien pomysł, ale na razie zostanie to niespodzianką - puścił do mnie oczko.
- No dobra, nich Ci będzie. Mimo, że jestem bardzo ciekawa to odpuszczę zadawania pytań.
- Ohh no proszę! Jakaś zmiana. Nigdy nie odpuszczałaś.
- No widzisz, czasy się zmieniają.
- Ludzie się zmieniają. - spojrzał na mnie wymownie. Dobrze wiedziałam o co mu chodzi, dlatego odwróciłam wzrok. 'On się zmienił itd.'. Ehh nadal nie wiem co do końca powinnam zrobić? Może jakaś podpowiedź? Nie pogardziłabym...
- Ok. Skończyłam. Możemy iść. - powiedziałam wycierając mokre ręce w szmatkę. Skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych, sięgnęłam jeszcze po klucze i wyszliśmy z mieszkania.
*********************************************************************************
Dooobraaa! Witajcie kochani ;**
Jak Wam mijają wakacje? U nas trochę nudno, ale przynajmniej jesteśmy w tym razem ;D
Tori już wróciła, więc następny rozdział może pojawi się trochę szybciej ;) No ale pamiętajcie, że wakacje nie są po to aby siedzieć w domu. Dlatego po południu idziemy na shopping ^^
Haha wczoraj byłyśmy na plaży a obok nas 4 trochę starszych chłopców. Mój wujek powiedział, że powinni założyć zespół, a on nawet zna dla niego nazwę. 'Different Direction'. Kocham mojego wujka xD Tylko, że ich było 4... Ale to tam szczegół bo obok nas był też jeszcze jeden ładny chłopak ^^
No nic, bo się rozpisałam, choć i tak pewnie nikt tego nie czyta xD
W każdym razie czekamy na komentarze. Miłych i wesołych wakacji!!
P.S. Ahhh zapomniałabym. Obejrzyjcie sobie to ---> http://besty.pl/2502041
To do następnego! ;** /A & T
wtorek, 16 lipca 2013
Rozdział Siódmy
**Perspektywa Cornelii**
Wpisałam numer z kartki do telefonu. Popatrzyłam na ekran. Spojrzałam na cyferki i usunełam numer. Zerknęłam na kartkę i znowu wpisałam ciąg cyfer do telefonu. Chwile pózniej mój palec znalazł się nad zieloną słuchawką. 'Wcisnąć czy nie wcisnąć' - myślałam. Wycofałam się. Jednak ponownie mój palec pojawił się nad klawiszem. 'Dobra. Teraz albo nigdy' - pomyślałam.
Zamknęłam oczy i przycisnęłam zieloną słuchawkę. Przyłożyłam telefon do ucha i nasłuchiwałam. Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Trzeci sygnał. Nic. Czwarty sygnał.
W słuchawce rozległ się szmer po czym usłyszałam głos. Jego głos.
- Halo?
Zawiesiłam się po czym oderwałam słuchawkę i z prędkością wiatru rozłączyłam się.
Boże. Ale ja jestem głupia. Chwile przeklinałam się w duchu, po czym usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na ekran. Pokazał się numer który wybrałam kilka minut temu. To on. Dzwoni do mnie. Cholera. Co zrobić? Kurwa. Odebrałam. Powoli przybliżyłam telefon do ucha i cichym głosem się odezwałam.
- Halo?
- Cornelia? To ty?
- Emm. Kto mówi? - spytałam próbując brzmieć tak wiarygodnie jak tylko było to możliwe.
- Cornelia, błagam, nie udawaj głupiej. Przed chwilą sama do mnie dzwoniłaś. Poza tym poznaję twój głos.
- Kurwa - przeklnęłam pod nosem.
- A o to kolejny dowód. Zawsze dużo przeklinałaś i widzę, że to się wcale nie zmieniło.
- Ohh zamknij się.
Usłyszałam Jego śmiech.
-No więc, Cornelio. Po coś chyba dzwonisz...
-Chciałam Ci...-mój głos się zawiesił.
-Tak?
-Daćdrugąszansę-powiedziałam bardzo szybko.
-Co?-zaśmiał się.
Najwyraźniej mnie nie zrozumiał.
-Powtórz, wolniej.
-Chcę Ci dać drugą szansę.
Chwila ciszy.
-Cornelio tak się cieszę!-krzyczał zadowolony.-Musimy się koniecznie spotkać! Może być jutro? - spytał podekscytowany.
- Jasne. Musimy po za tym omówić sprawy związane z odwiedzinami Kevin'a. To o której się spotkamy?
- Może być koło 13?
- Mi odpowiada. Będę tylko musiała podrzucić Kevina do Rosalie.
- A nie mogłabyś go wziąć ze sobą?
- No nie wiem. Bo muszę jeszcze później skoczyć na zakupy, a z Kevinem będzie ciężko... Ale zobaczę co da się zrobić - pocieszyłam go.
- Dobra, to do zobaczenia. Będę po ciebie o 13.
- Do zobaczenia - powtórzyłam jego słowa. - Nie spóźnij się, dobrze wiesz jak tego nie lubię.
- Ok. Kocham Cię, pa.
- Pa.
Rozłączył się. Nie pozostało mi nic innego jak myśleć nad jutrem. Jak często mam mu pozwolić spotykać się z Kevinem? 2-3 dni? Czy może 4? Kurde. Muszę poczytać o tym w internecie. Na pewno coś tam znajdę.
Poszłam do pokoju sprawdzić co u Kevin'a. Jak zwykle słodko spał. Kiedy śpi, wygląda jak aniołek, ale za to kiedy się obudzi to czasem mam go dosyć. Po kim o to ma? Po Rose? Zaśmiałam się. Może po tatusiu? On czasami jest bardzo wkurzający! Wyszłam z pokoju Kevin'a i ruszyłam w stronę salonu. Usiadłam wygodnie na kanapie i włączyłam TV. Skakałam po kanałach. W końcu zatrzymałam się na TLC. Leciał tam właśnie program o pannach młodych, które wybierały dla siebie suknie ślubne i płaciły za nie kilka tysięcy... Zawsze marzyłam, aby znaleźć się w takiej sytuacji. Mieć wspaniałego męża i spodziewać się dziecka, kilka lat po ślubie. Ale szczerze mówiąc dupa blada z tego wyszła. Mam dziecko, a nie mam nawet męża, nie mówiąc o stałym partnerze. Westchnęłam i przeskoczyłam na następny program. Nie leciało nic sensownego, więc wyłączyłam telewizor, przykryłam się kocem i zamykałam już oczy, kiedy ktoś zadzwonił donośnie dzwonkiem do drzwi. Wywróciłam oczami i poszłam otworzyć. Był to kurier.
-Dzień dobry, paczka dla panienki.
-Co to takiego?
-Nie mam pojęcia. Proszę tu podpisać.-pokazał mi miejsce na wielkiej kartce.
Zrobiłam to, o co mnie poprosił i odebrałam nieciężki kartonik owinięty szarym papierem, zaklejony taśmą. Zamknęłam drzwi, położyłam paczkę na stole i poszłam zobaczyć czy Kevin się czasem nie obudził po tym dobijaniu się do drzwi. Zajrzałam do pokoju i zobaczyłam, że Kevin spał nie poruszenie. Odetchnęłam z ulgą i wróciłam do "tajemniczej paczki". Rozpakowałam ją i zobaczyłam przed sobą nowiutkie, różowo czarne air-maxy. Skakałam z radości. Była też karteczka.
"Wiedziałam, że o takich marzyłaś. Tata przysłał mi sporo pieniędzy, więc postanowiłam zrobić Ci mały prezent. Teraz mamy takie same, sister <3
Rose.xx"
Rozpłakałam się że szczęścia. Dziękuję ci Boże za tak świetną przyjaciółkę! Natychmiast je przymierzyłam i byłam zachwycona. Wysłałam Rose sms-a z podziękowaniami. Odpisała, że nie ma za co. Zdjęłam nowe buty i poszłam się położyć. Teraz na serio. Byłam strasznie wykończona... Zanim się zorientowałam, odpłynęłam do Krainy Snów.
**Perspektywa Rosalie**
Właśnie wracałam od Cornelii. Byłam już niedaleko mojego domu, gdy nagle na kogoś wpadłam. Prawie się przewróciłam ale na szczęście ten 'ktoś' w porę mnie złapał. Podniosłam głowę i ujrzałam chłopaka o blond włosach i pięknych niebieskich oczach w których można było zatonąć.
- Przepraszam, ja... - zaczęłam ale blondynek mi przerwał.
- Nie, to ja przepraszam. Rozmawiałem z kolegą i cię nie zauważyłem.
- Ale to nie twoja wina. Byłam strasznie zamyślona i nie widziałam Cię.
- Przestań, to była tylko i wyłącznie moja wina. Byłem strasznie zagadany z nim.. - wskazał miejsce obok niego nie odrywając ode mnie wzroku. Jednak widząc moje zdezorientowane spojrzenie od razu spojrzał w stronę w którą wskazywał chwile wcześniej. Gdy zobaczył, że tam nikogo nie ma, odwrócił się wokół własnej osi. - Przed chwilą tu był - powiedział na swoje usprawiedliwienie cicho się śmiejąc.
- Spoko, nic się nie stało. - uśmiechnęłam się.
- Oo tu jesteś. - powiedział patrząc za mnie.
Odwróciłam głowę i ujrzałam chłopaka o wzroście podobnym do blondynka, ale... Zaraz. Czy ja go gdzieś już nie widziałam?
- Chwila. Czy ty przypadkiem nie jesteś Zayn?
- Tak, jestem. A ty jesteś Rose? Koleżanka Cornelii?
- Przyjaciółka - poprawiłam go. - najlepsza. Jesteśmy jak siostry - dodałam.
- Ohh wybacz. Przyjaciółka - poprawił swoje wcześniejsze słowa. - w każdym razie , poznałaś już Niall'a?
- Tak, zdąrzyliśmy się poznać. Zaraz po przygodzie ze zderzeniem. - zasmiałam się.
- A więc to Cię zatrzymało - zwrócił się do blondynka. Zanim się zorientowałem, że Cię nie ma zdążyłem dojść do następnej ulicy. - zaśmiał się.
- No widzisz. Właśnie widać jak się o mnie martwisz.-powiedział z sarkazmem Niall.
Zaśmiałam się.
- No, więc, ja już chyba pójdę.
- Umm, poczekaj. Rose wiesz jak się czuje Corni?
- Jest zachwycona.
- Że do niej wracam? Ja właśnie...
- Nie bądź arogancki - przerwałam mu.- Kupiłam jej air-maxy, o jakich od dawna marzyła.
- Widać, że o nią dbasz.-docenił to Zayn.
- Tak. No więc, ja już pójdę.
- Ok.
- To pa.-pożegnali się chłopcy.
**Perspektywa Cornelii**
Łąka. Piękna łąka. Z kwiatami i trawami. W tle słychać cichą melodie, graną na skrzypcach. Po środku łąki, leżę ja. Leże sama, ale wcale nie jestem smutna. Jestem wręcz uradowana. Śmieję się nie wiadomo z czego. W ręce trzymam aparat. Robię sobie zdjęcia. Co chwilę wybucham kolejnymi salwami śmiechu.
Nagle BAM! Wszystko zniknęło. Muzyka, łąka... WSZYSTKO. Cały błogi świat rozpłynął się jak za czarami magicznej różdżki. Jedyne co teraz słyszę, to płacz. Rozdzierający uszy płacz. To sprawia, że i ja mam ochotę się rozpłakać.
Wraca rzeczywistość. Szara, straszna rzeczywistość. Otworzyłam oczy i od razu się podniosłam. Płacz nadal nie ustawał. Nie ważne jak chciałam być silna, nie dawałam już rady. Rozpłakałam się. Wzięłam swoją komórkę i zamknęłam się w łazience. usiadłam przy ścianie i zadzwoniłam do Rose. Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Trzeci sygnał. Nic. Czwarty sygnał. Piąty sygnał. Poczta głosowa. Jeszcze raz wybrałam numer i ponownie przyłożyłam telefon do ucha. Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Jest. Odebrała. Słychać szmer, śmiech.
- Halo? - usłyszałam głos przyjaciółki.
- Rose? - spytałam płaczliwym głosem.
- Cornelia, co się stało? - cichy, męski śmiech - Ty, cicho bądź na chwile. - zwróciła się do niego.
- Ja już nie daję rady. Nie mam już siły, on cały czas płacze.
- Mam przyjechać? Jak chcesz to Ty może mnie zaraz podrzucić do Ciebie.
- A możesz? Proszę - powiedziałam niemalże błagając.
- Dla Ciebie wszystko. Za 10 minut będę. Nie ruszaj się z miejsca. Trzymaj się, pa.
Rozłączyłam się nic nie odpowiadając. Dlaczego to musiało się przytrafić akurat mi?
**Perspektywa Rosalie**
- Co się stało, kotku? - spytał Ty
- Cornelia mnie potrzebuje, muszę do niej jechać. Podwieziesz mnie?- mówiłam ubierając się
- Ale tak teraz? Jest środek nocy - spojrzał na zegarek - jest 2!
- Corn mnie potrzebuje, nie mogę jej zostawić. Podrzucisz mnie do niej?
- Ok, ok.
- To ubieraj się. - powiedziałam - wrzucając do torebki pudełko chusteczek. 'Może się przydać' - pomyślałam.
Chwilę później byliśmy już w samochodzie. Po krótkim czasie jazdy zatrzymaliśmy się pod blokiem Cornelii.
- Zaczekać na Ciebie? - spytał Ty
- Nie, lepiej jedź do domu. Raczej nie wrócę dzisiaj. Zostanę u niej. Potrzebuje mnie. Nie mogę jej zostawić. Dzięki za podwózkę. Pa - ucałowałam go w policzek i wyszłam z samochodu.
Weszłam do klatki i zaczęłam wchodzić po schodach. Pierwsze piętro. Drugie piętro. Trzecie piętro. Jestem. Wyciągnęłam klucz do mieszkania z pod wycieraczki i otworzyłam drzwi. Schowałam klucz z powrotem pod wycieraczkę i weszłam do środka. Usłyszałam płacz dziecka. Poszłam do pokoju. Uspokoiłam Kevina i poszłam szukać Corn.
**Perspektywa Cornelii**
Siedziałam przy ścianie, czekając na Rose, cały czas płacząc. Chwile później podniosłam się i podeszłam do zlewu. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Otworzyłam szafkę pod zlewem i zaczęłam ją przeszukiwać. Wreszcie znalazłam to czego szukałam. Żyletka. Ostra jak... hmm... żyletka? Zamknęłam szafkę i znowu usiadłam pod ścianą. Chwilę odwracałam ją w ręce po czym powoli przybliżałam ją do nadgarstka lewej ręki. Już miałam zrobić pierwsze cięcie gdy nagle...
*****************************************************
Dam dam dam dammm.
Co się stanie dalej? Czy Cornelia się potnie? Czy może jednak ktoś ją uratuje?
Co ze spotkaniem Corni z Zayn'em? Czy pozwoli mu się spotykać z Kevin'em? A może stwierdzi, że jest niedojrzałym i nieodpowiedzialnym dupkiem, po czym zakaże mu się zbliżać do słodkiego malucha?
Co wyniknie ze spotkania Rosalii z Niall'em? Czy zostawi Ty'a dla blondynka?
A może sprawy potoczą się zupełnie inaczej? Tego dowiecie się już w następnym rozdziale.
Much love, miłych wakacji! /Alice & Tori
P.S. Rozdziału możecie się spodziewać jakoś za tydzień ;) Może się zdarzyć jednak, że będzie szybciej lub będziecie musieli poczekać trochę dużej.
Czekamy na Komentarze! Ocenie rozdział. Dostawców swoją opinie na temat bloga i talentu którego nie mamy ;) Nawet sobie nie zdajajecie sprawy z tego jak komentarze motywuje do dalszego pisania. Możecie komentować nawet z anonima!
Jeszcze raz much love i do następnego ;***
Wpisałam numer z kartki do telefonu. Popatrzyłam na ekran. Spojrzałam na cyferki i usunełam numer. Zerknęłam na kartkę i znowu wpisałam ciąg cyfer do telefonu. Chwile pózniej mój palec znalazł się nad zieloną słuchawką. 'Wcisnąć czy nie wcisnąć' - myślałam. Wycofałam się. Jednak ponownie mój palec pojawił się nad klawiszem. 'Dobra. Teraz albo nigdy' - pomyślałam.
Zamknęłam oczy i przycisnęłam zieloną słuchawkę. Przyłożyłam telefon do ucha i nasłuchiwałam. Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Trzeci sygnał. Nic. Czwarty sygnał.
W słuchawce rozległ się szmer po czym usłyszałam głos. Jego głos.
- Halo?
Zawiesiłam się po czym oderwałam słuchawkę i z prędkością wiatru rozłączyłam się.
Boże. Ale ja jestem głupia. Chwile przeklinałam się w duchu, po czym usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na ekran. Pokazał się numer który wybrałam kilka minut temu. To on. Dzwoni do mnie. Cholera. Co zrobić? Kurwa. Odebrałam. Powoli przybliżyłam telefon do ucha i cichym głosem się odezwałam.
- Halo?
- Cornelia? To ty?
- Emm. Kto mówi? - spytałam próbując brzmieć tak wiarygodnie jak tylko było to możliwe.
- Cornelia, błagam, nie udawaj głupiej. Przed chwilą sama do mnie dzwoniłaś. Poza tym poznaję twój głos.
- Kurwa - przeklnęłam pod nosem.
- A o to kolejny dowód. Zawsze dużo przeklinałaś i widzę, że to się wcale nie zmieniło.
- Ohh zamknij się.
Usłyszałam Jego śmiech.
-No więc, Cornelio. Po coś chyba dzwonisz...
-Chciałam Ci...-mój głos się zawiesił.
-Tak?
-Daćdrugąszansę-powiedziałam bardzo szybko.
-Co?-zaśmiał się.
Najwyraźniej mnie nie zrozumiał.
-Powtórz, wolniej.
-Chcę Ci dać drugą szansę.
Chwila ciszy.
-Cornelio tak się cieszę!-krzyczał zadowolony.-Musimy się koniecznie spotkać! Może być jutro? - spytał podekscytowany.
- Jasne. Musimy po za tym omówić sprawy związane z odwiedzinami Kevin'a. To o której się spotkamy?
- Może być koło 13?
- Mi odpowiada. Będę tylko musiała podrzucić Kevina do Rosalie.
- A nie mogłabyś go wziąć ze sobą?
- No nie wiem. Bo muszę jeszcze później skoczyć na zakupy, a z Kevinem będzie ciężko... Ale zobaczę co da się zrobić - pocieszyłam go.
- Dobra, to do zobaczenia. Będę po ciebie o 13.
- Do zobaczenia - powtórzyłam jego słowa. - Nie spóźnij się, dobrze wiesz jak tego nie lubię.
- Ok. Kocham Cię, pa.
- Pa.
Rozłączył się. Nie pozostało mi nic innego jak myśleć nad jutrem. Jak często mam mu pozwolić spotykać się z Kevinem? 2-3 dni? Czy może 4? Kurde. Muszę poczytać o tym w internecie. Na pewno coś tam znajdę.
Poszłam do pokoju sprawdzić co u Kevin'a. Jak zwykle słodko spał. Kiedy śpi, wygląda jak aniołek, ale za to kiedy się obudzi to czasem mam go dosyć. Po kim o to ma? Po Rose? Zaśmiałam się. Może po tatusiu? On czasami jest bardzo wkurzający! Wyszłam z pokoju Kevin'a i ruszyłam w stronę salonu. Usiadłam wygodnie na kanapie i włączyłam TV. Skakałam po kanałach. W końcu zatrzymałam się na TLC. Leciał tam właśnie program o pannach młodych, które wybierały dla siebie suknie ślubne i płaciły za nie kilka tysięcy... Zawsze marzyłam, aby znaleźć się w takiej sytuacji. Mieć wspaniałego męża i spodziewać się dziecka, kilka lat po ślubie. Ale szczerze mówiąc dupa blada z tego wyszła. Mam dziecko, a nie mam nawet męża, nie mówiąc o stałym partnerze. Westchnęłam i przeskoczyłam na następny program. Nie leciało nic sensownego, więc wyłączyłam telewizor, przykryłam się kocem i zamykałam już oczy, kiedy ktoś zadzwonił donośnie dzwonkiem do drzwi. Wywróciłam oczami i poszłam otworzyć. Był to kurier.
-Dzień dobry, paczka dla panienki.
-Co to takiego?
-Nie mam pojęcia. Proszę tu podpisać.-pokazał mi miejsce na wielkiej kartce.
Zrobiłam to, o co mnie poprosił i odebrałam nieciężki kartonik owinięty szarym papierem, zaklejony taśmą. Zamknęłam drzwi, położyłam paczkę na stole i poszłam zobaczyć czy Kevin się czasem nie obudził po tym dobijaniu się do drzwi. Zajrzałam do pokoju i zobaczyłam, że Kevin spał nie poruszenie. Odetchnęłam z ulgą i wróciłam do "tajemniczej paczki". Rozpakowałam ją i zobaczyłam przed sobą nowiutkie, różowo czarne air-maxy. Skakałam z radości. Była też karteczka.
"Wiedziałam, że o takich marzyłaś. Tata przysłał mi sporo pieniędzy, więc postanowiłam zrobić Ci mały prezent. Teraz mamy takie same, sister <3
Rose.xx"
Rozpłakałam się że szczęścia. Dziękuję ci Boże za tak świetną przyjaciółkę! Natychmiast je przymierzyłam i byłam zachwycona. Wysłałam Rose sms-a z podziękowaniami. Odpisała, że nie ma za co. Zdjęłam nowe buty i poszłam się położyć. Teraz na serio. Byłam strasznie wykończona... Zanim się zorientowałam, odpłynęłam do Krainy Snów.
**Perspektywa Rosalie**
Właśnie wracałam od Cornelii. Byłam już niedaleko mojego domu, gdy nagle na kogoś wpadłam. Prawie się przewróciłam ale na szczęście ten 'ktoś' w porę mnie złapał. Podniosłam głowę i ujrzałam chłopaka o blond włosach i pięknych niebieskich oczach w których można było zatonąć.
- Przepraszam, ja... - zaczęłam ale blondynek mi przerwał.
- Nie, to ja przepraszam. Rozmawiałem z kolegą i cię nie zauważyłem.
- Ale to nie twoja wina. Byłam strasznie zamyślona i nie widziałam Cię.
- Przestań, to była tylko i wyłącznie moja wina. Byłem strasznie zagadany z nim.. - wskazał miejsce obok niego nie odrywając ode mnie wzroku. Jednak widząc moje zdezorientowane spojrzenie od razu spojrzał w stronę w którą wskazywał chwile wcześniej. Gdy zobaczył, że tam nikogo nie ma, odwrócił się wokół własnej osi. - Przed chwilą tu był - powiedział na swoje usprawiedliwienie cicho się śmiejąc.
- Spoko, nic się nie stało. - uśmiechnęłam się.
- Oo tu jesteś. - powiedział patrząc za mnie.
Odwróciłam głowę i ujrzałam chłopaka o wzroście podobnym do blondynka, ale... Zaraz. Czy ja go gdzieś już nie widziałam?
- Chwila. Czy ty przypadkiem nie jesteś Zayn?
- Tak, jestem. A ty jesteś Rose? Koleżanka Cornelii?
- Przyjaciółka - poprawiłam go. - najlepsza. Jesteśmy jak siostry - dodałam.
- Ohh wybacz. Przyjaciółka - poprawił swoje wcześniejsze słowa. - w każdym razie , poznałaś już Niall'a?
- Tak, zdąrzyliśmy się poznać. Zaraz po przygodzie ze zderzeniem. - zasmiałam się.
- A więc to Cię zatrzymało - zwrócił się do blondynka. Zanim się zorientowałem, że Cię nie ma zdążyłem dojść do następnej ulicy. - zaśmiał się.
- No widzisz. Właśnie widać jak się o mnie martwisz.-powiedział z sarkazmem Niall.
Zaśmiałam się.
- No, więc, ja już chyba pójdę.
- Umm, poczekaj. Rose wiesz jak się czuje Corni?
- Jest zachwycona.
- Że do niej wracam? Ja właśnie...
- Nie bądź arogancki - przerwałam mu.- Kupiłam jej air-maxy, o jakich od dawna marzyła.
- Widać, że o nią dbasz.-docenił to Zayn.
- Tak. No więc, ja już pójdę.
- Ok.
- To pa.-pożegnali się chłopcy.
**Perspektywa Cornelii**
Łąka. Piękna łąka. Z kwiatami i trawami. W tle słychać cichą melodie, graną na skrzypcach. Po środku łąki, leżę ja. Leże sama, ale wcale nie jestem smutna. Jestem wręcz uradowana. Śmieję się nie wiadomo z czego. W ręce trzymam aparat. Robię sobie zdjęcia. Co chwilę wybucham kolejnymi salwami śmiechu.
Nagle BAM! Wszystko zniknęło. Muzyka, łąka... WSZYSTKO. Cały błogi świat rozpłynął się jak za czarami magicznej różdżki. Jedyne co teraz słyszę, to płacz. Rozdzierający uszy płacz. To sprawia, że i ja mam ochotę się rozpłakać.
Wraca rzeczywistość. Szara, straszna rzeczywistość. Otworzyłam oczy i od razu się podniosłam. Płacz nadal nie ustawał. Nie ważne jak chciałam być silna, nie dawałam już rady. Rozpłakałam się. Wzięłam swoją komórkę i zamknęłam się w łazience. usiadłam przy ścianie i zadzwoniłam do Rose. Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Trzeci sygnał. Nic. Czwarty sygnał. Piąty sygnał. Poczta głosowa. Jeszcze raz wybrałam numer i ponownie przyłożyłam telefon do ucha. Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Jest. Odebrała. Słychać szmer, śmiech.
- Halo? - usłyszałam głos przyjaciółki.
- Rose? - spytałam płaczliwym głosem.
- Cornelia, co się stało? - cichy, męski śmiech - Ty, cicho bądź na chwile. - zwróciła się do niego.
- Ja już nie daję rady. Nie mam już siły, on cały czas płacze.
- Mam przyjechać? Jak chcesz to Ty może mnie zaraz podrzucić do Ciebie.
- A możesz? Proszę - powiedziałam niemalże błagając.
- Dla Ciebie wszystko. Za 10 minut będę. Nie ruszaj się z miejsca. Trzymaj się, pa.
Rozłączyłam się nic nie odpowiadając. Dlaczego to musiało się przytrafić akurat mi?
**Perspektywa Rosalie**
- Co się stało, kotku? - spytał Ty
- Cornelia mnie potrzebuje, muszę do niej jechać. Podwieziesz mnie?- mówiłam ubierając się
- Ale tak teraz? Jest środek nocy - spojrzał na zegarek - jest 2!
- Corn mnie potrzebuje, nie mogę jej zostawić. Podrzucisz mnie do niej?
- Ok, ok.
- To ubieraj się. - powiedziałam - wrzucając do torebki pudełko chusteczek. 'Może się przydać' - pomyślałam.
Chwilę później byliśmy już w samochodzie. Po krótkim czasie jazdy zatrzymaliśmy się pod blokiem Cornelii.
- Zaczekać na Ciebie? - spytał Ty
- Nie, lepiej jedź do domu. Raczej nie wrócę dzisiaj. Zostanę u niej. Potrzebuje mnie. Nie mogę jej zostawić. Dzięki za podwózkę. Pa - ucałowałam go w policzek i wyszłam z samochodu.
Weszłam do klatki i zaczęłam wchodzić po schodach. Pierwsze piętro. Drugie piętro. Trzecie piętro. Jestem. Wyciągnęłam klucz do mieszkania z pod wycieraczki i otworzyłam drzwi. Schowałam klucz z powrotem pod wycieraczkę i weszłam do środka. Usłyszałam płacz dziecka. Poszłam do pokoju. Uspokoiłam Kevina i poszłam szukać Corn.
**Perspektywa Cornelii**
Siedziałam przy ścianie, czekając na Rose, cały czas płacząc. Chwile później podniosłam się i podeszłam do zlewu. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Otworzyłam szafkę pod zlewem i zaczęłam ją przeszukiwać. Wreszcie znalazłam to czego szukałam. Żyletka. Ostra jak... hmm... żyletka? Zamknęłam szafkę i znowu usiadłam pod ścianą. Chwilę odwracałam ją w ręce po czym powoli przybliżałam ją do nadgarstka lewej ręki. Już miałam zrobić pierwsze cięcie gdy nagle...
*****************************************************
Dam dam dam dammm.
Co się stanie dalej? Czy Cornelia się potnie? Czy może jednak ktoś ją uratuje?
Co ze spotkaniem Corni z Zayn'em? Czy pozwoli mu się spotykać z Kevin'em? A może stwierdzi, że jest niedojrzałym i nieodpowiedzialnym dupkiem, po czym zakaże mu się zbliżać do słodkiego malucha?
Co wyniknie ze spotkania Rosalii z Niall'em? Czy zostawi Ty'a dla blondynka?
A może sprawy potoczą się zupełnie inaczej? Tego dowiecie się już w następnym rozdziale.
Much love, miłych wakacji! /Alice & Tori
P.S. Rozdziału możecie się spodziewać jakoś za tydzień ;) Może się zdarzyć jednak, że będzie szybciej lub będziecie musieli poczekać trochę dużej.
Czekamy na Komentarze! Ocenie rozdział. Dostawców swoją opinie na temat bloga i talentu którego nie mamy ;) Nawet sobie nie zdajajecie sprawy z tego jak komentarze motywuje do dalszego pisania. Możecie komentować nawet z anonima!
Jeszcze raz much love i do następnego ;***
sobota, 6 lipca 2013
Rozdział Szósty
**Perspektywa Cornelii**
Minęło kilka dni od zdarzenia koło baru. Już mi jest lepiej, jednak cały czas myślałam o Zayn'ie... Może faktycznie się zmienił? Tak bardzo się ucieszył, gdy powiedziałam mu, że mam syna...
Nie, Corni, nie pozwól mu się omamić. Już dość się przez niego nacierpiałaś. Ale on mnie uratował...
Stop. Każdy inny też by to zrobił. A może powinnam dać mu jeszcze jedną szansę? Nie, nie, nie. Żadnej kolejnej szansy. A może... Kurwa. Muszę się ogarnąć. Najlepiej będzie jak porozmawiam o tym z Rose.
Wysłałam do niej SMS-a prosząc o spotkanie. Odpisała, że będzie za 15 minut w parku obok mojego mieszkania.
Ubrałam Kevina, wsunęłam na nogi buty, założyłam kurtkę i wyszłam z mieszkania. Po chwili przypomniało, że nie wzięłam kluczy. Wróciłam z powrotem do mieszkania i wzięłam klucze z komody. Usiadłam na taborecie, który zawsze stał w przedpokoju i policzyłam od 10 do 1. Taki głupi przesąd. To wszystko przez moją mamę. Zawsze mi tym zatruwała życie. Pamiętam jak kiedyś czarny kot przebiegł nam przez drogę jadąc na wakacje. Mama kazała tacie zjechać na pobocze i zaczekać aż ktoś inny przejedzie. Niby nic, ale byliśmy akurat w jakiejś małej wiosce i musieliśmy czekać 10 minut zanim ktoś przejechał.
Zamknęłam drzwi, zakluczyłam je i schowałam klucze do kieszeni mojej bluzy. Zeszłam na dół klatki schodowej i wyciągnęłam wózek małego. Włożyłam go do środka i wyszłam na dwór. Ruszyłam w stronę parku. Na pasach przeszłam przez ulicę i znalazłam się w umówionym miejscu pod cieniem jednego z drzew. Z oddali widziałam już Rosalie, siedzącą na ławce przed stawikiem. Tafla wody lekko kołysała się pod wpływem pływających w niej kaczek. Kiedyś, jak byłyśmy małe, razem z Rosalie nazywałyśmy je. Pamiętam tylko Rogowską, reszty nazw nie pamietam. Podeszłam do przyjaciółki i usiadłam na miejscu obok niej.
-Hej-przywitałam się.
-No cześć.-przytuliła mnie.-Co było tak ważnego, że wyrwałaś mnie z pod opieki Ty'a?-zaśmiała się.
-Byłaś z Ty'em? Nie chciałam, przepraszam. Chodzi mi tylko o to, że ja nie wiem co mam robić...
-Nic się nie stało. Dla ciebie przyjechałabym nawet z końca świata... A teraz opowiadaj o co chodzi.
-Chodzi o Niego...
-Niego?
-Zayn'a.
-Aaaaaa. No więc co masz zamiar zrobić?
-Nic. Po prostu nie wiem...
-Słuchaj. Daj chłopakowi drugą szansę...
-Myślisz, że to dobry pomysł?
-A dlaczego nie? W twoim życiu potrzebny jest teraz facet, który Ci pomoże. Przy okazji to przystojniacha!- Rose puściła do mnie oczko.
-Nadal jakoś mnie to nie przekonuje.-westchnęłam.
-Corn... Jeśli wam nie wyjdzie, no to szkoda. A jeśli by wam wyszło? No pomyśl. Nie żebym była materialistką, ale wiesz ile on zarabia?! Kevin by miał jak w niebie! Po za tym to pewnie fajny chłopak. Nie wiem co się między Wami działo, ale radzę Ci dać Mu szansę. Widzę, że pomimo krzywd, które ci wyrządził nadal go kochasz. Tam w środku.-wskazała na moje serce.-I ja to wiem.
-Rosalie... Jest jeszcze coś o czym nie wiesz.
-Proszę nie nazywaj mnie Rosalie, bo czuję się jakbyś była moją mamą i mówiła "Rosalie Victorio Turner, co znowu przeskrobałaś?!"-Rose zrobiła w tym czasie groźną minę i zaczęła machać wskazującym palcem. Ja, jak to ja wybuchłam głośnym śmiechem.
-No, ale teraz tak na serio. To o czym nie wiem?
-Bo wtedy w pubie...
-No...?
-Jak Dav próbował mnie zgwałcić.
-Sukinsyn-wtrąciła się Rose.
Wywróciłam oczami.
-Kontynuując, Zayn mnie uratował.
-No tak, to wiem.
-No i wtedy wymsknęło mi się o Kevin'ie. On się zapytał kto to. Powiedziałam mu. Zaczął płakać...
Rose siedziała z rozdziawioną buzią.
-Płakać? Ja bym nie płakała za takim smarkaczem.
Zaśmiałam się.
-No widzisz Rose. Najwyraźniej zasługuje na tą szansę...
-Zasługuje, a ty mu ją dasz. Czemu w ogóle zerwaliście?
-Rose, długa historia...
-Ok. Więc ja Cię tu zostawiam, abyś mogła w spokoju pomyśleć. Jak coś to dzwoń.
Rosalie przytuliła mnie na pożegnanie. Patrzyłam jak się oddala. Była coraz dalej, aż w końcu zniknęła z mojego pola widzenia.
-Co ja mam zrobić Kevin?-odparłam do swojego synka.
Westchnęłam.
Wstałam z ławki i zaczęłam pchać wózek Kevin'a w stronę naszego mieszkania.
***
Gdy wróciłam do domu nakarmiłam Kevina i położyłam spać. Zaczęłam się zastanawiać co powinnam zrobić. Posłuchać Rose i dać Zayn'owi szansę czy może dać sobie z nim spokój?
W sumie to też jego syn i zasługuje na to żeby spędzać z nim trochę czasu...
Dobra. Więc postanowione. Będzie się mógł spotykać z Kevin'em. I tyle. Nic więcej. Nie zamierzam się w nim zakochać żeby później znowu mnie skrzywdził... No, ale nie o tym tu teraz. Dam mu tą szansę. Zasługuje na nią.
Teraz tylko pytanie: Jak ja mam się z nim skontaktować? Jego numer usunęłam już dawno temu z mojego telefonu...
Wzięłam do ręki mój telefon i wystukałam numer do przyjaciółki.
*Rozmowa*
- Rose, mam problem.
- Cornelia? Coś się stało? Zaraz u Ciebie będę!
- Nie Rose, to nie... - nie zdążyłam dokończyć bo Rosali się rozłączyła.
Po dosłownie 5 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Pomyślałam, że lepiej je szybko otworze zanim Rose je wyważy. Taa po niej można by się tego spodziewać...
- Corni, wszystko w porządku? - usłyszałam głos blondynki gdy tylko otworzyłam drzwi.
- Tak, tak. Rosalie, źle mnie zrozumiałaś.
- To co to za problem?
- Chodź do salonu i Ci wszystko opowiem. - poszłyśmy do pokoju i usiadłyśmy na kanapie. - Kawy, herbaty?
- Nie, dzięki. Mów lepiej o co chodzi.
- Postanowiłam, że dam mu szansę.
- I gdzie jest problem?
- Nie mam do niego numeru. Usunęłam go dawno temu...
- Kurde. I co zamierzasz zrobić? Nie masz pomysłu skąd wziąć numer?
- Tego dnia co Dav chciał...
- Sukinsyn - wtrąciła Rose podobnie jak podczas rozmowy w parku.
- Dasz mi skończyć?! - wkurzyłam się
- Dobrze, przepraszam.
- Dziękuję. A więc tego dnia po tym jak Zayn razem z Liam'em, jego kolegą, przywieźli mnie i David'a tutaj, ja poszłam zadzwonić do taty i gdy wróciłam, ich już nie było. Ale Zayn zostawił mi karteczkę.
- I co tam było napisane?
- W skrócie mówiąc napisał, że przeprasza za wszystko, nie wiedział, że ma syna i chciałby drugą szansę. W każdym razie, Zayn wiedział, że po tamtym zdarzeniu, gdy się rozstaliśmy, zmieniłam numer więc myślałam, że może zostawił tam numer, ale nie przypominam sobie żeby był tam jakiś numer...
- A nie lepiej sprawdzić?
- Tylko, że jest pewien problem... Nie mam pojęcia co ja zrobiłam z tą kartką.
- Spokojnie. Przypomnij sobie co zrobiłaś po wróceniu do salonu, po rozmowie z tatą.
- A więc gdy zobaczyłam kartkę zaczęłam czytać jej treść. Pomyślałam sobie, że dupek z niego bo napisał, że jakby wiedział o Kevin'ie to by pomógł...
- No nie ważne, co dalej? - niecierpliwiła się Rose
- Zgniotłam ją i.. i...
- I co? - krzyknęła
- Cicho bądź bo obudzisz małego. - uciszyłam ją
- No dobra, przepraszam. Co zrobiłaś później? Spokojnie, przypomnij sobie.
- Zgniotłam ją i... i... Wiem! Wyrzuciłam do śmieci.
Rose nie czekając na nic pobiegła do kuchni. Przechyliła śmietnik w swoją stronę i zajrzała wgłąb.
- Gdzie są śmieci? - spytała widząc prawie pusty kosz.
- Wyniosłam do śmietnika na osiedlu.
- Kiedy przyjeżdża śmieciarka?
- W poniedziałki i czwartki.
- Co dzisiaj jest?
- Emm - spojrzałam na kalendarz - wtorek.
- Kurwa - podsumowała. - Zayn przecież nie jest głupi. Skoro wiedział, że zmieniłaś numer, jak i pewnie usunęłaś, to pewnie napisał na kartce.
Spojrzałam na kosz, który stał już na swoim miejscu. Wtedy coś zauważyłam. Podniosłam kosz i podałam go Rosalie.
- Mam! - krzyknęłam podnosząc małą kuleczkę, czyli zgniecioną kartkę.
Rozwinęłam ją szybko i położyłam na blacie.
- Nic nie ma - powiedziała zrozpaczona Rose. Podniosła kartkę z powierzchni blatu i wlepiła w to wzrok.
Popatrzyłam na nią załamana. Czyli jednak nie ma numeru - pomyślałam. Spojrzałam na tył kartki. Otworzyłam szeroko oczy nie dowierzając.
- Rose, jesteś geniuszem! - rzuciłam się na nią tuląc.
- Ale co ja zrobiłam? - spytała zdziwiona
Wzięłam od niej kartkę i odwróciłam. Widniał tam ciąg cyfr.
- Haha zawsze Ci mówiłam, że jestem geniuszem. - poruszyła zabawnie brwiami. - Dobra ja już Cię muszę zostawić bo jestem umówiona z Ty'em na randkę za pół godziny.
- Ok. Dzięki za pomoc sis.
- Nie ma sprawy. Aha i nie mów do mnie "ok"!
- Dobrze, przepraszam.
- To ja lecę. Pa.
- Pa Rose.
Gdy Rose wyszła, wzięłam do ręki i zaczęłam się w nią wpatrywać. Teraz po głowie chodziło mi tylko jedno pytanie. "Zadzwonić czy nie".
*********************************************************************************
Hej kochani. Witamy Was nowym rozdziałem. Trochę dłuższy niż zazwyczaj, a to wszystko za sprawą niesamowitej weny Alice ;)
Co do rozdziału to mam nadzieję, że Wam się spodoba i oddacie swoją opinię, na jego temat, w komentarzu.
Ahh Wakacje. Jakoś ich w tym roku nie czuję :( Nuudnoo jest...
Co do kolejnego rozdziału to może pojawić się nie za szybko, ponieważ Tori wyjeżdża w niedziele lub w poniedziałek. Jeśli w poniedziałek to może uda nam się jeszcze dodać, jak się postaramy. Ale jeśli jutro to blada dupa bo będzie się musiała spakować itd. Zresztą sami wiecie jak to jest z wyjazdami...
W każdym razie wraca pod koniec lipca, a nie wiem czy będzie tam miała internet. Ale w sumie to skoro wyjeżdża na wakacje to raczej, że nie będzie zamulać na kompie pisząc rozdział...
No nic... Zobaczymy jak to będzie...
Soo miłych wakacji i słońca ;) Do zobaczenia za jakiś czas ;** /A & T
Minęło kilka dni od zdarzenia koło baru. Już mi jest lepiej, jednak cały czas myślałam o Zayn'ie... Może faktycznie się zmienił? Tak bardzo się ucieszył, gdy powiedziałam mu, że mam syna...
Nie, Corni, nie pozwól mu się omamić. Już dość się przez niego nacierpiałaś. Ale on mnie uratował...
Stop. Każdy inny też by to zrobił. A może powinnam dać mu jeszcze jedną szansę? Nie, nie, nie. Żadnej kolejnej szansy. A może... Kurwa. Muszę się ogarnąć. Najlepiej będzie jak porozmawiam o tym z Rose.
Wysłałam do niej SMS-a prosząc o spotkanie. Odpisała, że będzie za 15 minut w parku obok mojego mieszkania.
Ubrałam Kevina, wsunęłam na nogi buty, założyłam kurtkę i wyszłam z mieszkania. Po chwili przypomniało, że nie wzięłam kluczy. Wróciłam z powrotem do mieszkania i wzięłam klucze z komody. Usiadłam na taborecie, który zawsze stał w przedpokoju i policzyłam od 10 do 1. Taki głupi przesąd. To wszystko przez moją mamę. Zawsze mi tym zatruwała życie. Pamiętam jak kiedyś czarny kot przebiegł nam przez drogę jadąc na wakacje. Mama kazała tacie zjechać na pobocze i zaczekać aż ktoś inny przejedzie. Niby nic, ale byliśmy akurat w jakiejś małej wiosce i musieliśmy czekać 10 minut zanim ktoś przejechał.
Zamknęłam drzwi, zakluczyłam je i schowałam klucze do kieszeni mojej bluzy. Zeszłam na dół klatki schodowej i wyciągnęłam wózek małego. Włożyłam go do środka i wyszłam na dwór. Ruszyłam w stronę parku. Na pasach przeszłam przez ulicę i znalazłam się w umówionym miejscu pod cieniem jednego z drzew. Z oddali widziałam już Rosalie, siedzącą na ławce przed stawikiem. Tafla wody lekko kołysała się pod wpływem pływających w niej kaczek. Kiedyś, jak byłyśmy małe, razem z Rosalie nazywałyśmy je. Pamiętam tylko Rogowską, reszty nazw nie pamietam. Podeszłam do przyjaciółki i usiadłam na miejscu obok niej.
-Hej-przywitałam się.
-No cześć.-przytuliła mnie.-Co było tak ważnego, że wyrwałaś mnie z pod opieki Ty'a?-zaśmiała się.
-Byłaś z Ty'em? Nie chciałam, przepraszam. Chodzi mi tylko o to, że ja nie wiem co mam robić...
-Nic się nie stało. Dla ciebie przyjechałabym nawet z końca świata... A teraz opowiadaj o co chodzi.
-Chodzi o Niego...
-Niego?
-Zayn'a.
-Aaaaaa. No więc co masz zamiar zrobić?
-Nic. Po prostu nie wiem...
-Słuchaj. Daj chłopakowi drugą szansę...
-Myślisz, że to dobry pomysł?
-A dlaczego nie? W twoim życiu potrzebny jest teraz facet, który Ci pomoże. Przy okazji to przystojniacha!- Rose puściła do mnie oczko.
-Nadal jakoś mnie to nie przekonuje.-westchnęłam.
-Corn... Jeśli wam nie wyjdzie, no to szkoda. A jeśli by wam wyszło? No pomyśl. Nie żebym była materialistką, ale wiesz ile on zarabia?! Kevin by miał jak w niebie! Po za tym to pewnie fajny chłopak. Nie wiem co się między Wami działo, ale radzę Ci dać Mu szansę. Widzę, że pomimo krzywd, które ci wyrządził nadal go kochasz. Tam w środku.-wskazała na moje serce.-I ja to wiem.
-Rosalie... Jest jeszcze coś o czym nie wiesz.
-Proszę nie nazywaj mnie Rosalie, bo czuję się jakbyś była moją mamą i mówiła "Rosalie Victorio Turner, co znowu przeskrobałaś?!"-Rose zrobiła w tym czasie groźną minę i zaczęła machać wskazującym palcem. Ja, jak to ja wybuchłam głośnym śmiechem.
-No, ale teraz tak na serio. To o czym nie wiem?
-Bo wtedy w pubie...
-No...?
-Jak Dav próbował mnie zgwałcić.
-Sukinsyn-wtrąciła się Rose.
Wywróciłam oczami.
-Kontynuując, Zayn mnie uratował.
-No tak, to wiem.
-No i wtedy wymsknęło mi się o Kevin'ie. On się zapytał kto to. Powiedziałam mu. Zaczął płakać...
Rose siedziała z rozdziawioną buzią.
-Płakać? Ja bym nie płakała za takim smarkaczem.
Zaśmiałam się.
-No widzisz Rose. Najwyraźniej zasługuje na tą szansę...
-Zasługuje, a ty mu ją dasz. Czemu w ogóle zerwaliście?
-Rose, długa historia...
-Ok. Więc ja Cię tu zostawiam, abyś mogła w spokoju pomyśleć. Jak coś to dzwoń.
Rosalie przytuliła mnie na pożegnanie. Patrzyłam jak się oddala. Była coraz dalej, aż w końcu zniknęła z mojego pola widzenia.
-Co ja mam zrobić Kevin?-odparłam do swojego synka.
Westchnęłam.
Wstałam z ławki i zaczęłam pchać wózek Kevin'a w stronę naszego mieszkania.
***
Gdy wróciłam do domu nakarmiłam Kevina i położyłam spać. Zaczęłam się zastanawiać co powinnam zrobić. Posłuchać Rose i dać Zayn'owi szansę czy może dać sobie z nim spokój?
W sumie to też jego syn i zasługuje na to żeby spędzać z nim trochę czasu...
Dobra. Więc postanowione. Będzie się mógł spotykać z Kevin'em. I tyle. Nic więcej. Nie zamierzam się w nim zakochać żeby później znowu mnie skrzywdził... No, ale nie o tym tu teraz. Dam mu tą szansę. Zasługuje na nią.
Teraz tylko pytanie: Jak ja mam się z nim skontaktować? Jego numer usunęłam już dawno temu z mojego telefonu...
Wzięłam do ręki mój telefon i wystukałam numer do przyjaciółki.
*Rozmowa*
- Rose, mam problem.
- Cornelia? Coś się stało? Zaraz u Ciebie będę!
- Nie Rose, to nie... - nie zdążyłam dokończyć bo Rosali się rozłączyła.
Po dosłownie 5 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Pomyślałam, że lepiej je szybko otworze zanim Rose je wyważy. Taa po niej można by się tego spodziewać...
- Corni, wszystko w porządku? - usłyszałam głos blondynki gdy tylko otworzyłam drzwi.
- Tak, tak. Rosalie, źle mnie zrozumiałaś.
- To co to za problem?
- Chodź do salonu i Ci wszystko opowiem. - poszłyśmy do pokoju i usiadłyśmy na kanapie. - Kawy, herbaty?
- Nie, dzięki. Mów lepiej o co chodzi.
- Postanowiłam, że dam mu szansę.
- I gdzie jest problem?
- Nie mam do niego numeru. Usunęłam go dawno temu...
- Kurde. I co zamierzasz zrobić? Nie masz pomysłu skąd wziąć numer?
- Tego dnia co Dav chciał...
- Sukinsyn - wtrąciła Rose podobnie jak podczas rozmowy w parku.
- Dasz mi skończyć?! - wkurzyłam się
- Dobrze, przepraszam.
- Dziękuję. A więc tego dnia po tym jak Zayn razem z Liam'em, jego kolegą, przywieźli mnie i David'a tutaj, ja poszłam zadzwonić do taty i gdy wróciłam, ich już nie było. Ale Zayn zostawił mi karteczkę.
- I co tam było napisane?
- W skrócie mówiąc napisał, że przeprasza za wszystko, nie wiedział, że ma syna i chciałby drugą szansę. W każdym razie, Zayn wiedział, że po tamtym zdarzeniu, gdy się rozstaliśmy, zmieniłam numer więc myślałam, że może zostawił tam numer, ale nie przypominam sobie żeby był tam jakiś numer...
- A nie lepiej sprawdzić?
- Tylko, że jest pewien problem... Nie mam pojęcia co ja zrobiłam z tą kartką.
- Spokojnie. Przypomnij sobie co zrobiłaś po wróceniu do salonu, po rozmowie z tatą.
- A więc gdy zobaczyłam kartkę zaczęłam czytać jej treść. Pomyślałam sobie, że dupek z niego bo napisał, że jakby wiedział o Kevin'ie to by pomógł...
- No nie ważne, co dalej? - niecierpliwiła się Rose
- Zgniotłam ją i.. i...
- I co? - krzyknęła
- Cicho bądź bo obudzisz małego. - uciszyłam ją
- No dobra, przepraszam. Co zrobiłaś później? Spokojnie, przypomnij sobie.
- Zgniotłam ją i... i... Wiem! Wyrzuciłam do śmieci.
Rose nie czekając na nic pobiegła do kuchni. Przechyliła śmietnik w swoją stronę i zajrzała wgłąb.
- Gdzie są śmieci? - spytała widząc prawie pusty kosz.
- Wyniosłam do śmietnika na osiedlu.
- Kiedy przyjeżdża śmieciarka?
- W poniedziałki i czwartki.
- Co dzisiaj jest?
- Emm - spojrzałam na kalendarz - wtorek.
- Kurwa - podsumowała. - Zayn przecież nie jest głupi. Skoro wiedział, że zmieniłaś numer, jak i pewnie usunęłaś, to pewnie napisał na kartce.
Spojrzałam na kosz, który stał już na swoim miejscu. Wtedy coś zauważyłam. Podniosłam kosz i podałam go Rosalie.
- Mam! - krzyknęłam podnosząc małą kuleczkę, czyli zgniecioną kartkę.
Rozwinęłam ją szybko i położyłam na blacie.
- Nic nie ma - powiedziała zrozpaczona Rose. Podniosła kartkę z powierzchni blatu i wlepiła w to wzrok.
Popatrzyłam na nią załamana. Czyli jednak nie ma numeru - pomyślałam. Spojrzałam na tył kartki. Otworzyłam szeroko oczy nie dowierzając.
- Rose, jesteś geniuszem! - rzuciłam się na nią tuląc.
- Ale co ja zrobiłam? - spytała zdziwiona
Wzięłam od niej kartkę i odwróciłam. Widniał tam ciąg cyfr.
- Haha zawsze Ci mówiłam, że jestem geniuszem. - poruszyła zabawnie brwiami. - Dobra ja już Cię muszę zostawić bo jestem umówiona z Ty'em na randkę za pół godziny.
- Ok. Dzięki za pomoc sis.
- Nie ma sprawy. Aha i nie mów do mnie "ok"!
- Dobrze, przepraszam.
- To ja lecę. Pa.
- Pa Rose.
Gdy Rose wyszła, wzięłam do ręki i zaczęłam się w nią wpatrywać. Teraz po głowie chodziło mi tylko jedno pytanie. "Zadzwonić czy nie".
*********************************************************************************
Hej kochani. Witamy Was nowym rozdziałem. Trochę dłuższy niż zazwyczaj, a to wszystko za sprawą niesamowitej weny Alice ;)
Co do rozdziału to mam nadzieję, że Wam się spodoba i oddacie swoją opinię, na jego temat, w komentarzu.
Ahh Wakacje. Jakoś ich w tym roku nie czuję :( Nuudnoo jest...
Co do kolejnego rozdziału to może pojawić się nie za szybko, ponieważ Tori wyjeżdża w niedziele lub w poniedziałek. Jeśli w poniedziałek to może uda nam się jeszcze dodać, jak się postaramy. Ale jeśli jutro to blada dupa bo będzie się musiała spakować itd. Zresztą sami wiecie jak to jest z wyjazdami...
W każdym razie wraca pod koniec lipca, a nie wiem czy będzie tam miała internet. Ale w sumie to skoro wyjeżdża na wakacje to raczej, że nie będzie zamulać na kompie pisząc rozdział...
No nic... Zobaczymy jak to będzie...
Soo miłych wakacji i słońca ;) Do zobaczenia za jakiś czas ;** /A & T
środa, 3 lipca 2013
Rozdział Piąty
**Perspektywa Cornelii**
Poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i patrzyłam na David'a. Jak on mógł chcieć to zrobić? Wiem, że mu się podobam. Wyznał mi to jakiś rok temu. Ja jednak nie darzę go takim uczuciem. Jest moim przyjacielem i to wszystko. Nie chcę od niego nic więcej. Tylko przyjaźni.
Gdy tak myślałam, obudził się.
- Gdzie ja jestem? Dlaczego mnie tak koszmarnie boli głowa ? Co się stało? I dlaczego jestem cały we krwi? - zasypał mnie pytaniami.
- Poczekaj, wszystko po kolei. A więc jesteśmy u mnie, głowa Cię boli bo najzwyczajniej w świcie masz kaca, chciałeś mnie zgwałcić i dostałeś w pysk od taty Kevin'a.
- Dasz mi jakąś chusteczkę?
- Już idę.- powiedziałam wstając z kanapy. Wzięłam pudełko chusteczek z komody i mu je podałam. Usiadłam z powrotem na kanapę i zaczęłam skubać skrawek mojej spódnicy, co nagle stało się bardzo ciekawym zajęciem.
Chwilę później przyjechał tata z Kevin'em. Poszłam otworzyć drzwi, odebrałam synka z rąk taty po czym nie wchodząc do środka, pożegnał się.
Wróciłam do salonu.
- Idę położyć małego - zakomunikowałam Dav'owi i poszłam do swojego pokoju.
Włożyłam Kevin'a do małego łóżeczka i przykryłam kołderką. Gdy miałam pewność, że nie będzie mu zimno, odwróciłam się w stronę wyjścia z pokoju i poszłam do kuchni. Postanowiłam zaparzyć herbaty dla mnie i Davida. Nalałam wody do czajnika i włączyłam. Wyjęłam 2 kubki i dwie torebki herbaty. Gdy woda się zagotowała, zalałam herbatę. Posłodziłam, pamiętając, że David słodzi dwie łyżeczki, i zaniosłam do salonu. Postawiłam przed nim kubek. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, którą przerwał.
- Przepraszam.
- Co? - spytałam zdezorientowana.
- Przepraszam. Za to, że... wiesz...
- A.. to. - spuściłam głowę. Chwilę później znów ją podniosłam. - Nic się nie stało. - powiedziałam nie do końca zgodnie z prawdą.
- Muszę się zaraz zbierać do domu.
- Co? Chyba żartujesz. Nigdzie się nie wybierasz. Zostaniesz u mnie na noc.
- Ale...
- Nie Dav, - przerwałam mu - jeszcze nie wytrzeźwiałeś do końca. Zostajesz.
- Na prawdę chcesz żebym został? Przecież prawie Cię dziś zgwałciłem.
- Tak, to prawda, ale wiem, że to przez alkohol. Zaraz przyniosę Ci ręcznik żebyś mógł się umyć.
- Ok.
Ponownie wstałam z kanapy i skierowałam się do łazienki. Gdy już tam doszłam, otworzyłam jedną z szafek i wyciągnęłam czarny ręcznik. Wróciłam do salonu i podałam go David'owi.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Prysznic dobrze Ci zrobi.
Uśmiechnął się do mnie, po czym poszedł się umyć. Ja w tym czasie rozłożyłam mu kanapę, wyciągając przy tym prześcieradło, poduchę i kołdrę.
Gdy skończyłam, usłyszałam płacz małego. Poszłam do pokoju, który dzieliłam z synkiem.
Wzięłam go na ręce i zaczęłam go kołysać, śpiewając cicho kołysankę, którą kiedyś śpiewała mi mama.
Hush, little baby, don't say a word,
Papa's gonna buy you a mockingbird.
And if that mockingbird don't sing,
Papa's gonna buy you a diamond ring.
And if that diamond ring turn brass,
Papa's gonna buy you a looking glass.
And if that looking glass gets broke,
Papa's gonna buy you a billy goat.
And if that billy goat don't pull,
Papa's gonna buy you a cart and bull.
And if that cart and bull turn over,
Papa's gonna buy you a dog named Rover.
And if that dog named Rover won't bark.
Papa's gonna to buy you and horse and cart.
And if that horse and cart fall down,Well you'll still be the sweetest little baby in town.
Nagle poczułam czyjeś ręce na moich biodrach. Odwróciłam się i ujrzałam David'a.
- Ładnie śpiewasz- powiedział szeptem.
- Przestań, śpiewam okropnie. - Chłopak położył swój podbródek na moim prawym ramieniu.
- Gdybyś ty mi tak śpiewała to od razu bym zasnął... Ale oczywiście przy Tobie. - Natychmiast odwróciłam się do niego i położyłam swoje dłonie na jego biodrach.
- Nie, Dav. Nie mogłabym przy tobie żyć wiedząc, że... - nie dokończyłam.To po prostu jakimś cudem wyparowało z mojej buzi. Spuściłam oczy na ziemię.
- Chodzi o gwałt, prawda? - Lekko pokiwałam głową. - Ja pierdolę, ale ze mnie głupek! Zmarnowałem taką szansę! Corni, proszę, wybacz mi...
"Kiedy nie możesz powiedzieć 'nie' po prostu odejdź bez słowa"-taki o to cytat krążył po mojej głowie. Odejść?Nie miałam innego wyboru. Nie mogłam znowu zaufać David'owi. Po prostu odeszłam, zostawiając go z rozczarowaną miną...
Poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i patrzyłam na David'a. Jak on mógł chcieć to zrobić? Wiem, że mu się podobam. Wyznał mi to jakiś rok temu. Ja jednak nie darzę go takim uczuciem. Jest moim przyjacielem i to wszystko. Nie chcę od niego nic więcej. Tylko przyjaźni.
Gdy tak myślałam, obudził się.
- Gdzie ja jestem? Dlaczego mnie tak koszmarnie boli głowa ? Co się stało? I dlaczego jestem cały we krwi? - zasypał mnie pytaniami.
- Poczekaj, wszystko po kolei. A więc jesteśmy u mnie, głowa Cię boli bo najzwyczajniej w świcie masz kaca, chciałeś mnie zgwałcić i dostałeś w pysk od taty Kevin'a.
- Dasz mi jakąś chusteczkę?
- Już idę.- powiedziałam wstając z kanapy. Wzięłam pudełko chusteczek z komody i mu je podałam. Usiadłam z powrotem na kanapę i zaczęłam skubać skrawek mojej spódnicy, co nagle stało się bardzo ciekawym zajęciem.
Chwilę później przyjechał tata z Kevin'em. Poszłam otworzyć drzwi, odebrałam synka z rąk taty po czym nie wchodząc do środka, pożegnał się.
Wróciłam do salonu.
- Idę położyć małego - zakomunikowałam Dav'owi i poszłam do swojego pokoju.
Włożyłam Kevin'a do małego łóżeczka i przykryłam kołderką. Gdy miałam pewność, że nie będzie mu zimno, odwróciłam się w stronę wyjścia z pokoju i poszłam do kuchni. Postanowiłam zaparzyć herbaty dla mnie i Davida. Nalałam wody do czajnika i włączyłam. Wyjęłam 2 kubki i dwie torebki herbaty. Gdy woda się zagotowała, zalałam herbatę. Posłodziłam, pamiętając, że David słodzi dwie łyżeczki, i zaniosłam do salonu. Postawiłam przed nim kubek. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, którą przerwał.
- Przepraszam.
- Co? - spytałam zdezorientowana.
- Przepraszam. Za to, że... wiesz...
- A.. to. - spuściłam głowę. Chwilę później znów ją podniosłam. - Nic się nie stało. - powiedziałam nie do końca zgodnie z prawdą.
- Muszę się zaraz zbierać do domu.
- Co? Chyba żartujesz. Nigdzie się nie wybierasz. Zostaniesz u mnie na noc.
- Ale...
- Nie Dav, - przerwałam mu - jeszcze nie wytrzeźwiałeś do końca. Zostajesz.
- Na prawdę chcesz żebym został? Przecież prawie Cię dziś zgwałciłem.
- Tak, to prawda, ale wiem, że to przez alkohol. Zaraz przyniosę Ci ręcznik żebyś mógł się umyć.
- Ok.
Ponownie wstałam z kanapy i skierowałam się do łazienki. Gdy już tam doszłam, otworzyłam jedną z szafek i wyciągnęłam czarny ręcznik. Wróciłam do salonu i podałam go David'owi.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Prysznic dobrze Ci zrobi.
Uśmiechnął się do mnie, po czym poszedł się umyć. Ja w tym czasie rozłożyłam mu kanapę, wyciągając przy tym prześcieradło, poduchę i kołdrę.
Gdy skończyłam, usłyszałam płacz małego. Poszłam do pokoju, który dzieliłam z synkiem.
Wzięłam go na ręce i zaczęłam go kołysać, śpiewając cicho kołysankę, którą kiedyś śpiewała mi mama.
Hush, little baby, don't say a word,
Papa's gonna buy you a mockingbird.
And if that mockingbird don't sing,
Papa's gonna buy you a diamond ring.
And if that diamond ring turn brass,
Papa's gonna buy you a looking glass.
And if that looking glass gets broke,
Papa's gonna buy you a billy goat.
And if that billy goat don't pull,
Papa's gonna buy you a cart and bull.
And if that cart and bull turn over,
Papa's gonna buy you a dog named Rover.
And if that dog named Rover won't bark.
Papa's gonna to buy you and horse and cart.
And if that horse and cart fall down,Well you'll still be the sweetest little baby in town.
Nagle poczułam czyjeś ręce na moich biodrach. Odwróciłam się i ujrzałam David'a.
- Ładnie śpiewasz- powiedział szeptem.
- Przestań, śpiewam okropnie. - Chłopak położył swój podbródek na moim prawym ramieniu.
- Gdybyś ty mi tak śpiewała to od razu bym zasnął... Ale oczywiście przy Tobie. - Natychmiast odwróciłam się do niego i położyłam swoje dłonie na jego biodrach.
- Nie, Dav. Nie mogłabym przy tobie żyć wiedząc, że... - nie dokończyłam.To po prostu jakimś cudem wyparowało z mojej buzi. Spuściłam oczy na ziemię.
- Chodzi o gwałt, prawda? - Lekko pokiwałam głową. - Ja pierdolę, ale ze mnie głupek! Zmarnowałem taką szansę! Corni, proszę, wybacz mi...
"Kiedy nie możesz powiedzieć 'nie' po prostu odejdź bez słowa"-taki o to cytat krążył po mojej głowie. Odejść?Nie miałam innego wyboru. Nie mogłam znowu zaufać David'owi. Po prostu odeszłam, zostawiając go z rozczarowaną miną...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)