poniedziałek, 20 maja 2013
Rozdział Drugi
*Z perspektywy Cornelii*
Wyszliśmy do parku. Przechadzaliśmy się alejkami w ciszy. David dzielnie pchał wózek z Kevinem. Był w niego wpatrzony jak w obrazek.
Nagle pojawiło się pytanie, którego od dłuższego czasu próbuje uniknąć.
- Corni, wiem, że nie lubisz jak o to pytamy, ale.... Kto jest jego ojcem? - spytał spoglądając na mnie.
- Nie twoja sprawa. - odpowiedziałam sucho.
- Przepraszam. Wiem, że nie lubisz gadać na ten temat, a ja Cię tym męcze.
- Nic sie nie stało. Po prostu.... Nie poruszaj już tego tematu.
-Ok. Nie będę. A mam małe pytanie.
-Jakie?-zapytała znudzona Rosalie pisząc coś na telefonie.
-Wybierzemy się dzisiaj w trójkę do pubu?-zapytał.
-Oj Boże David, nie dość, że nie mam z kim zostawić Kevin'a to jeszcze nie mam się w co ubrać.-westchnęłam.
-Masz się w co ubrać, nie kłam. Kevin'a możesz zostawić u rodziców.
-Ojj, David, nie mam ochoty.Po prostu ostatnio mam tego wszystkiego dość. Myślisz, że jest mi łatwo samotnie wychowywać dziecko?!
-Przecież masz nas.-odpowiedział Dav.
-Ale wy nie zapewnicie mi pieniędzy na jego potrzeby ani na moje. Po za tym nie chce żebyście wszystko robili za mnie!-krzyknęłam lekko wkurzona.
-Spokojnie Corni, nie bulwersuj się tak. Po prostu potrzeba ci kogoś, kto mógłby się tobą zająć. Ja na twoim miejscu pozwałbym do sądu tego dupka, który zrobił ci dziecko.-powiedział Dav zaciskając dłoń w pięść.
-Nie nazywaj go tak! To nie jego wina, tylko moja! Gdybym ja nie była taka naiwna...-łzy napływały mi do oczu, lecz z trudem je powstrzymywałam.
Rose włożyła telefon do kieszeni, podeszła do mnie i przytuliła mnie.
-Corn, wcale nie jesteś głupia. Tym razem o dziwo Dav ma rację, to wina tego sukinsyna.-westchnęła.
-Proszę was, nie nazywajcie go tak.
-Ok. Tylko po prostu nie chcemy żebyś ty się obwiniała.-powiedział szczerze David.
-A obrażanie go w czymś mi pomoże?-zapytałam.
-No nie, ale Rose nie szczędzi argumentów do nazwania kogoś dupkiem czy sukinsynem.
Pokiwałam głową. Bo przecież Rose to Rose, jej się nie zmieni.
-To jak, idziemy do tego pubu?
-No, ale będę musiała ZNOWU odwołać randkę z Ty'em, chłoptasiu.-powiedziała wrednie Rose.
-Oj, no to Ty może iść z nami. Może go wtedy poznamy. Przecież musimy znać twojego chłopaka i musimy stwierdzić czy jest fajny.-powiedział Dav.
-Corni na pewno trzyma moją stronę, a twoje zdanie mnie nie interesuje.-uśmiechnęła się wrednie Rose.
David się zaśmiał.
-Boże, dlaczego mnie tak skarałeś?-zapytał Dav wznosząc ręce do góry.
-Dlaczego Bóg skarał tak mnie?-zaśmiała się Rose.
-Oj tam.-odezwałam się po długim milczeniu.-Kto się czubi ten się lubi.-zaśmiałam się.
-Ja David'a? Nigdyyyy!-krzyknęła Rose.
-Dobra, dobra, wiem, że na mnie lecisz.-zaśmiał się.
Rose udawała, że wymiotuje, a ja przyglądałam się im ze śmiechem. Uwielbiałam ich kłótnie. Dopóki nie były na poważnie.Kiedy się kłócili na serio, dochodziło do policzkowania, trzaskania drzwiami, wyzywania itp. Rose jest bardzo wybuchowa i łatwo ją wyprowadzić z równowagi. A co do David'a, on zawsze uparcie trzyma się swojego zdania i czasami dlatego dochodzi do kłótni.
-Oj dobra.To jak, o której?-zapytałam.
-O 19:00 pod twoim domem.-powiedział Dav.
-Ok. Ja będę już u Corn wcześniej, bo mam do niej sprawę.Napiszę do Ty'a, żeby był pod jej domem.
-Spoko.Wszystko gra. A do którego pubu idziemy?
-Nie wiem Dav. Znajdź jakiś fajny.
-Dobra, coś poszukam. A teraz napawajmy się spacerkiem.-powiedział i zaczął intensywniej pchać wózek.
*Z perspektywy Rose*
Kompletnie nie wiedziałam w co się ubrać. Pierwszy raz od poznania jakiegoś chłopaka spanikowałam, w co się ubiorę. Wszystkie ciuchy z mojej szafy nagle wydały się tak bardzo nudne i nie przydatne. Nie chciałam brać czegoś z neta, bo wolę się ubierać po swojemu. W końcu zdecydowałam się na ten zestaw. Trochę dziwnie się poczułam zakładając wysokie buty, bo zazwyczaj noszą trampki. Mam równo metr siedemdziesiąt dziewięć, a mój dzisiejszy towarzysz ma około dwa metry dziesięć centymetrów. Czasem wydaje mi się, że wiem o koszykarzach wszystko. Oby tylko Ty się mnie nie wystraszył. Mężczyźni zwykle nie lubią jak wie się od nich coś więcej i jak się jest lepszym w jakimś sporcie. Zawsze marzyłam o chłopaku koszykarzu. Oni są tacy słodcy. Uwielbiam gdy chłopak uczy dziewczynę jak grać w koszykówkę czy też w inne sporty. Ty (jego wygląd zobaczycie TU) przyjechał do Londynu odpocząć po zakończonych wczoraj rozgrywkach NBA. Dziękuję Bogu za to, że mogłam go poznać. Jest moim ulubionym koszykarzem i myślę, że to się nie zmieni. Przełożyłam pierwszą lepszą torebkę przez ramię i ruszyłam w stronę domu Corn.
***
Doszłam po 15 minutach. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Otworzyła mi wyszykowana Corni.Była ubrana mniej więcej tak.
-Hej, wchodź.-uśmiechnęła się.
-Kogo ja tu widzę! Ślicznie wyglądasz.-przytuliłam ją.
-Ty też-uśmiechnęła się.
Weszłyśmy do domu, a ja zdjęłam buty.
-Wow, lity? Oj, kochana, chyba ci zależy na tym Ty'u.
-I to jak! Jeszcze dla żadnego chłopaka nie założyłam wysokich butów...-westchnęła.
Weszłyśmy do salonu i usiadłyśmy na kanapie. Przez cały czas panowała cisza. W końcu postanowiłam ją przerwać.
-Corn, wiem, że nie lubisz jak o to pytam, ale odpowiedz, kto jest ojcem Kevin'a?
Zamiast zdenerwowania usłyszałam łagodny ton jej głosu.
*Z perspektywy Cornelii*
-Nie uwierzysz mi.-powiedziałam
-Uwierzę.-powiedziała poważnie Rosalie.
Spuściłam głowę, a potem lekko się zaśmiałam.
-Stwierdzisz, że mam schizy i zadzwonisz po psychiatrę.
-Ja już powinnam dawno dzwonić, żeby nas do psychiatryka zabrali.-zaśmiała się Rose, a ja po niej.
-A więc...Rosalie Victorio Turner... Ojcem jest ... Zayn Malik z boybandu One Direction.
Rose w jednej chwili zamarła.
-Znasz Zayn'a i nic mi nie powiedziałaś?!
-Nie. Nie chciałam, żebyście wiedzieli.
-Osz ty, małpko jedna.-zaśmiała się Rose i mnie przytuliła.-Mimo wszystko i tak cię kocham i kochać będę.
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-Stawiasz, że to Dav czy Ty?-zapytałam.
-Ty, Dav nie zadzwonił by dzwonkiem.-zaśmiała się Rose.
-No tak, on zawsze puka, żeby nie obudzić Kevin'a.Chociaż...Teraz go nie ma, więc...
-Dobra, idź otworzyć!
-Ok.
-Nie mów "ok"!
-Dobra tam.
Poszłam otworzyć drzwi. Tak jak przewidywałyśmy był to Ty. Zdziwiłam się, bo chłopak mierzył wysoko ponad mnie.
-Dobry wieczór-przywitał się.
-Hej, wchodź, Rose jest w salonie.
Ty zdjął buty, które osiągały nieludzki rozmiar.
45?-myślałam, choć rozmiar na pewno był większy.
Weszliśmy do salonu, a Rose od razu rozpromieniła się na widok Ty'a.
-Hej.-przywitała się.
-Cześć. Chciałem ci przynieść jakiś kwiatek, albo coś, ale wracam od kolegi, więc się spieszyłem.
-Nie szkodzi. Wystarczy mi, że jesteś.
Chłopak się uśmiechnął. Chwilę potem usłyszałam pukanie.
-Dav.-westchnęła Rose.
-Kto to?-zapytał Ty.
-To nasz kolega.-odpowiedziała mu Rose.-Znaczy kolega Corni, ja go nie lubię.
-No, no.-powiedziałam.-Przyznaj się lubisz go.
-No dobra, jest spoko, ale mu tego nie mów, bo mnie jeszcze zje.
- Spokojnie, to nie Andrew.
- Może najpierw wytłumacz Ty'owi kto to Andrew. Skoro już zaczęłaś ten temat.
- Dobra. To nasz znajomy. Dużo je, jest gruby, nie zdał 2 razy.
- 2 razy to jeszcze nie tak najgorzej.
- 2 razy w postawówce. My wyszliśmy, on został. Nie wiemy co sie z nim później stało.
- Może i lepiej, że nie wiecie. Po co sie zadawać z jakimś grubasem.
Zaśmiałam się i poszłam otworzyć.
- Hej mała! Powiedział David gdy mu otworzyłam i od razu mnie mocno przytulił.
- Czym sobie zasłużyłam na tyle czułości?
- Cieszę się, że wreszcie gdzieś razem wychodzimy. - Powiedział stając ze mną twarzą w twarz. Nasze usta dzieliły milimetry.
*****************************************************
Hej wszystkim!
Ojj coś mało komentujecie. Pod poprzednim rozdziałem ani jednego komentarza. Mamy nadzieje, że się troche poprawicie ;)
No to do następnego ;*
/A & V
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
blog jest super nie moge doczekać sie kolejnego rozdziału! ;)
OdpowiedzUsuńNo laski,w końcu doczekałam się drugiego rozdziału! Teraz z niecierpliwością czekam na trzeci. A więc pisać i to już! :D
OdpowiedzUsuń