środa, 5 czerwca 2013

Rozdział Czwarty

**Perspektywa Cornelii**
- Co ty robisz?! - krzyknęłam
- Ratuję? On Cię właśnie próbował zgwałcić,  ty go jeszcze bronisz?
- Ale to mój przyjaciel. Nie musiałeś go od razu bić!
- Taki z niego przyjaciel, że próbował Cię zgwałcić. Może jeszcze mi powiesz, że twoja koleżanka jest handlarzem narkotyków?
- Przestań! Wyjechać Ci z łokcia?
- Taa kiedy on próbował Cię zgwałcić to nie mogłaś się od niego uwolnić i musiałem Cię obronić, a teraz grozisz, że mi wyjedziesz z łokcia?
- Nie kazałam Ci mi pomagać. Po co to zrobiłeś? Chcesz zgrywać bohatera, którym nigdy nie byłeś? Jeteś szmatą, tyle ci powiem.
- Niby czemu?-zdziwił się Zayn.- Mówisz jakbyś tylko ty była aniołem.
- A tak nie jest?
- Uwierz mi, że nie.
Teraz miałam go po dziurki w nosie.
- Tak? Kto czekał na ciebie z kolacją, gdy przychodziłeś po północy nachlany w cztery dupy? Jak myślisz kto próbował cię uszczęśliwić gdy miałeś gorszy dzień? Kto nie przejmował się tym, że patrzysz na inne kobiety? Kto specjalnie nosił sukienki, żeby ci się podobało? I najważniejsze: kto wytrzymywał wszystkie zdrady? Nie mówię, że jestem idealna, ale ty jesteś jeszcze gorszy. Zostawiłeś mnie dla jakiejś pustej blondynki z dużymi cyckami. Jesteś śmieciem.
Zayn zrobił wielkie oczy.
- To nie było tak jak...-zaczął ale nie dałam mu dokończyć.
- Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Ja i Kevin czujemy się dobrze bez ciebie.
- Ty i kto?-Zayn zrobił wielkie oczy.
W tej chwili przypomniałam sobie, że nie powiedziałam Zayn'owi o Kevin'ie.
- Kevin to...- w tej chwili się zawachałam, ale postanowiłam powiedzieć mu prawdę.-Twój synek.
Zayn podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
-Mam syna?-z jego oczu płynęły łzy.
Szybko się od niego odsunęłam.
-Masz syna, ale nie łódź się, że będę chciała cię jako tatę dla swojego dziecka. Jesteś nieodpowiedzialny, pewnie pobawiłbyś się z nim kilka godzin, a później by Ci się to znudziło. Kevin na pewno nie chciałby mieć takiego ojca.
Zayn zaczął mocniej płakać.
- Corni, ja przepraszam, przepraszam cię.-powiedział i zalał się łzami.
- Szkoda, że za późno na twoje przeprosiny...
- Mogę go chociaż zobaczyć?
Wyjęłam z kieszonki w mojej kurtce małe zdjęcie Kevina, które zawsze nosiłam przy sobie, i pokazałam Zayn'owi.
- Masz. Popatrz sobie bo już nigdy więcej go nie zobaczysz. Ani Kevina, ani mnie.
- Proszę Cię. Nie rób tego. Ja nawet nie wiedziałem, że mam syna.
- Chciałam Ci powiedzieć, że jestem w ciąży, ale po naszym rozstaniu uważałam, że nie jest to konieczne.
- Daj mi szansę to naprawić.
- Miałeś swoją szansę. Sami sobie poradzimy. Nie potrzebujemy twojej pomocy. Może nie jest idealnie, ale damy radę.
- Nie obchodzi mnie czy chcecie mojej pomocy czy nie. To jednak także mój syn i chcę.... muszę Wam pomóc. Jestem Wam to winny po tym wszystkim.
Nagle zza krzaków znowu ktoś zaczął wychodzić. Wystraszyłam się trochę i schowałam się za Zayn'em.
Był to brunet w wzroście podobnym do Zayn'a. Rozpoznałam, że to kolega mulata z tego jego zespołu. Liam? Tak, chyba coś takiego.
- Zayn. Co się stało? - spytał przerażony spoglądając na Davida, który nadal leżał na ziemi z krwawiącym nosem. - I dlaczego wyglądasz jakbyś przed chwilą płakał? - zadał kolejne pytanie spoglądając na mulata.
Zayn szybko wytarł oczy ręką i skierował wzrok na leżącego chłopaka.
- Nie wierzę. Czyżby nasz Bad Boy płakał? - spytał brunet z uśmieszkiem.
- Haha... mało zabawne.
- No ale na serio, co się stało?- spytał Liam
- Mój przyjaciel za dużo wypił i zaczął się do mnie dobierać...
- Dobierać? - przerwał mi Zayn - on chciał Cię zgwałcić!
- Możesz się zamknąć? Chociaż na chwilę. - powiedziałam lekko poirytowana. Nie lubię jak ktoś mi przerywa - No i wtedy przyszedł on - wskazałam na mulata - i mnie "obronił" - powiedziałam kreśląc w powietrzu udawany cudzysłów.
- Ale po co ten sarkazm? - spytał Zayn
- Po to żebyś się pytał. Zaczynasz mnie wkurzać, Malik. Lepiej mi pomóżcie coś z nim zrobić.
- Może zawieziemy go do twojego domu? Jesteśmy samochodem więc będzie łatwiej. - zaproponował Liam
- Ok. I tak zamierzałam już wracać. Muszę tylko powiadomić moją przyjaciółkę. Albo może inaczej. Zayn, idź jej przekazać, że ja wracam do domu. Ja i Liam w tym czasie zaniesiemy Dav'a do Waszego samochodu.
- Dlaczego ja, a nie ty lub Li?
- Bo ja nie wiem gdzie macie zaparkowany samochód, a Liam w porównaniu do Ciebie nie działa mi na nerwy.
- A co ja takiego robię?
- Właśnie to.
- Ale... Ehh nie ważne. Jak mam odróżnić twoją przyjaciółkę?
- Blondynka w niebieskiej koszuli z czarnymi rękawami i czarnych legginsach. Prawdopodobnie znajdziesz ją na parkiecie tańczącą z wysokim chłopakiem. Ma na imię Rosalie.
- Ok.
Zayn odszedł. Razem z Liam'em podnieśliśmy nieprzytomnego Davida i skierowaliśmy się w stronę samochodu.

**Perspektywa Rosalie*
Właśnie szalałam na parkiecie z Ty'em, gdy nagle podszedł do mnie jakiś chłopak z ciemniejszą karnacją i ciemniejszych włosach.
- Ty jesteś przyjaciółką Cornelii? Rosalie?
- Tak. O co chodzi?
- A więc... hmm. To trochę skomplikowane. A więc ten wasz kolega... Jak on miał?
- David? - spytałam
- Tak. On. A więc zaczął się dobierać do twojej koleżanki, a kiedy to zobaczyłem, uderzyłem go. Teraz jest nieprzytomny, a Corni razem z moim kolegą niosą go do samochodu.
- Czekaj. Co? Dav chciał zgwałcić Cornelię?! Zabiję sukinsyna. Dobrze zrobiłeś.
- Taa, Corni tak nie uważa.
- Nie przejmuj się.
- W każdym razie, jedziesz z nami czy zostajesz?
- Zostanę. Wy jedźcie.
Mulat wyszedł z pubu, a ja z Ty'em postanowiliśmy odpocząć. Wzięliśmy sobie drinki i usiedliśmy przy jednym ze stolików.

**Perspektywa Cornelii**
Zayn wsiadł do samochodu, mówiąc, że Rose "zostaje z tym wysokim. Co on jadł, że taki wysoki jest?"
- To gdzie mieszkasz? - spytał Li
- Kilka przecznic dalej.
Liam ruszył, a ja całą drogę mówiłam mu gdzie ma skręcać itp. Czułam się jak automapa.
Gdy dojechaliśmy poszłam otworzyć drzwi. Chłopcy szli trochę dalej niosąc Davida.
- Połóżcie go na kanapie w salonie.- wskazałam miejsce, w którym znajduje się salon- Ja muszę zadzwonić.
Poszłam do swojego pokoju i wybrałam numer.
- Halo? Hej mamuś. Ja już wróciłam.
- Przywieść Ci teraz Kevina?
- Jak chcecie. Mogę równie dobrze wpaść po niego rano.
- Nie kłopocz się córeczko. Tata zaraz wsiada w samochód i Ci go przywiezie. - mówiła próbując zachować normalny głos. Nie wyszło jej to jednak. Słyszałam, że jest trochę zdenerwowana.
- Widzę, że chcesz się go pozbyć. Dał wam popalić?
- Ojj, kochanie. Przed Tobą nic się nie ukryje. Mały cały czas płacze. Już nie wiem co mam robić.
- Zawsze tak ma jak chce do mamy. Kiedyś zostawiłam go na dosłownie chwilę z Rose i poszłam zrobić zakupy. Gdy wróciłam, Rose oddała mi go szybko i powiedziała, że nigdy nie będzie mieć dzieci.
- No dobrze. Ojciec już jedzie. Za 10 minut powinien być.
- Ok. Dzięki za pomoc mamo.
- Wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć, prawda?
- Oczywiście. Pa. - Powiedziałam po czym nie czekając na odpowiedź, rozłączyłam się. Poszłam jescze szybko do łazienki zmyć makijaż, który całkowicie mi się rozmazał przez płakanie wywołane przez David'a.
Wróciłam do salonu, a chłopców już nie było. Na kanapie leżał Dav, a koło niego mała karteczka. Było na niej napisane:
"Kochana Cornelio!
Chciałbym abyś wiedziała, że nie jestem taki jak myślisz. Ja nie wiedziałem o Kevin'ie.  Jeśli bym wiedział na pewno bym ci pomógł. Proszę Cornelio, daj mi drugą szansę.
                                         xx Zayn"

Zgniotłam kartkę i wyrzuciłam ją do śmieci. Dupek.

*********************************************************************************
Hej! Tu Tori & Alice!
Chciałyśmy Wam podziękować za odwiedziny i za każdy komentarz zostawiony pod rozdziałem.
Serdecznie prosimy o komentarze, ponieważ one niesamowicie nakręcają do pisania.
Much Love.
/T&A